Odpowiedź na list widziany okiem nauczyciela...

Odpowiedź na list widziany okiem nauczyciela...

Jako były nauczyciel nie mogę pozostać w tym temacie obojętna. Owszem mój blog poświęcony jest głównie kosmetykom ale to co, chcę dzisiaj na nim poruszyć jest mi bardzo bliskie.

Jako wykształcony pedagog i terapeuta z 3 letnim doświadczeniem, mającym na swoim koncie kilkanaście różnych warsztatów mających na celu dokształcenie się, postanowiłam napisać w tej sprawie swój komentarz.


Odniosę się do popularnego wpisu zamieszczonego w internecie, dotyczącego strajku nauczycieli "okiem rodziców".

Jeżeli chodzi o moje doświadczenie to mogę śmiało napisać, że nie wszyscy rodzice myślą w sposób przedstawiony w tekście. Miałam przyjemność pracować z wieloma świetnymi rodzicami, którzy doceniali mój i koleżanek trud włożony w edukację ich dzieci.

Nie wszyscy wiedzą, ale nauczyciele to także osoby pracujące w przedszkolach. Nie ma czegoś takiego jak zawód "przedszkolanka", więc proszę Was - nie używajcie tego określenia.

Niestety, coraz więcej pojawia się krzywdzących opinii na temat pracy nauczycieli i wszelkich "dóbr" płynących z racji wykonywanego tego zawodu.

Gdyby wszystko co zostało wymienione było prawdą - nadal pracowałabym w tym zawodzie. A nie pracuję i nic nie wskazuje na to, że wrócę do danej branży.
 



Może zacznę od pierwszego akapitu. 

Praca nauczyciela nie należy do najłatwiejszych ale, kiedy widzisz progres jaki przechodzą dzieci to zaczynasz wierzyć, że trud, który włożyłeś w ich edukację nie poszedł na marne. To budujące ale jako osoba wykształcona, chciałam mieć również godziwe wynagrodzenie za to. Nie jest mi wstyd o tym pisać, bo w końcu studia to inwestycja, a weekendy, które spędziłam w szkole nie należały do najmilszych po całym tygodniu pracy. 

Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że podczas studiów, pracując w marketingu zarabiałam o wiele większe pieniądze, niż po studiach, wykonując pracę "w zawodzie".

Kiedy zaczynasz z pensją 1600 zł za 35 godzin pracy tygodniowo plus przygotowanie do zajęć, rady pedagogiczne ( po godzinach pracy) warsztaty w weekendy (za które musisz sobie w większości sama zapłacić (od 50 do 500zł) to raju nie ma, prawda? Czy się mylę...? Później owszem pensja wzrasta, ale po 10 latach doświadczeniach, chyba każdy chce zarabiać lepiej?

Początkujący nauczyciel przeznacza minimum 1 godzinę dziennie na przygotowanie zajęć, a gdzie dodatkowo wypisywanie dziennika, arkusze obserwacji, diagnozy, plany tygodniowe i miesięczne?

Nie wspomnę o szukaniu ciekawych pomysłów na urozmaicenie dzieciom zajęć, aby były zadowolone, a nie znudzone. Pamiętajcie, że małemu dziecku trzeba wszystko rozrysować, pokazać bo o większości rzeczy o których się mówi nie mają pojęcia i okej na tym polega edukacja, ale chcę Ci uświadomić, że ilość czasu, którą poświęca się na poszukiwaniu pomocy dydaktycznych jest ogromna.

Nie wspomnę już o przygotowaniu różnorodnych uroczystości, które chcemy, aby wypadły jak najlepiej. Przygotowujesz scenariusz, dekoracje i oczekujesz tylko jednego.. pomocy rodziców w nauce roli dziecka... Niestety często zdarza się tak, że to musimy ich uczyć, bo niektórzy rodzice nie mają na to czasu, albo im nie zależy, że ich dziecko nie będzie umiało. Ale to wina nauczyciela, prawda?

Co do urlopu to miałam go tyle co każdy pracownik, pracujący na pełen etat -28 dni (w szkołach jest owszem więcej). Minus był taki, że musiałam wykorzystać go w wakacje, gdzie lipiec i sierpień są najdroższymi miesiącami, jeżeli chodzi o zagraniczne wyjazdy. Dla osoby lubiącej podróżować to kiepsko, nieprawdaż? Nie mogłam polecieć sobie we wrześniu, ani październiku bo miałam wtedy płaczące dzieci na kolanach, ale tego nie wiesz...

Pracując w Publicznym Przedszkolu nie miałam ani "13", ani "wczasów pod gruszą", a na święta otrzymywałam życzenia. Raz otrzymaliśmy premię uznaniową w tym okresie, ale uwierz mi - to nie były żadne kokosy.

Nie wspomnę o ogromnej ilości kupowanych leków, bo w przedszkolach roi się od chorób; belgijka, zapalenie spojówek i inne dziecięce choroby, które osoby dorosłe przechodzą znacznie gorzej. Na zastępstwa w większości przypadków nie ma szans, bo są ogromne braki w kadrach, a utrzymywać koncentrację i uwagę musisz cały czas. 

Klasy, grupy 37 osobowe? Proszę, spróbuj wytrzymać w grupie 25 rozbrykanych 3-5 latków. Chyba, że bezpieczeństwo dzieci nie jest dla Ciebie ważne.

Kolejny ciekawy zarzut to darmowe wycieczki. Ciekawym jest to, że jak szukałam chętnego rodzica do pomocy przy opiece na kilkugodzinnej wycieczce to zgłosiła się może jedna osoba. Ciekawe, dlaczego...? 
Nawet nie wiesz w jakim stresie jest nauczyciel przez całą taką wycieczkę. Masz pod opieką dzieci i za każdy ich wybryk ponosisz odpowiedzialność. Dziękuję za taki relaks i "darmochę".

Wycieczki kilkudniowe? Nie bawią mnie nieprzespane noce w roli stróża. 

Najbardziej śmieszy mnie postulat wynagradzania nauczycieli za osiągnięcia. Niestety z dziecka z przeciętnym ilorazem inteligencji nie zrobi się geniusza. Jeżeli dziecko przejawia super zdolności, to możesz być pewien, że nauczyciel je dostrzeże i powie o tym rodzicom. To od Ciebie zależy czy coś dalej z tym zrobisz. 

Oczywiście zarzutów jest więcej, ale czy sens się do tego wszystkiego odnosić?

Prawda jest taka, że coraz mniej osób decyduje się na ten zawód i wcale mnie to nie dziwi. Ilość zarabianych pieniędzy nie jest adekwatna do wysiłku i oczekiwań.

Dla mnie praca w tym zawodzie była niesamowitym doświadczeniem i do dnia dzisiejszego mam kontakt z niektórymi rodzicami i podopiecznymi. Ciężko mi się było rozstać z nimi, ale każdy ma jakieś marzenia, plany, które chce zrealizować. Z pensją nauczyciela szalenie ciężko.

Popieram całym sercem strajkujących nauczycieli. Czytając takie listy nóż się w kieszeni otwiera. Trzeba być wyjątkowo głupim, aby powtarzać te wszystkie absurdy, rodziców "znawców". 

Ciekawa jestem co będzie za kilka lat, może nauczyciele zaczną jeść papiery i przybory, których tak często w placówkach brakuje.

Karolina