Halloween Makeup 2018

Halloween Makeup 2018

Mamy 31 października, a to oznacza tylko jedno w Anglii. Świętujemy Halloween. Jedni bardziej, drudzy mniej, ale to wynika z mieszanki kulturowej, jaką mamy tutaj okazję obserwować oraz naszych tradycji.

Dla mnie to nadal dzień przed Wszystkimi Świętymi, czyli okresem zadumy. Nie mniej jednak, czas Halloween w świecie beauty jest mega kreatywnym czasem i co roku mam ochotę chociaż trochę pobawić się artystycznie. Chciałoby się więcej, ale ilość czasu, którą trzeba poświęcić na dobrą charakteryzację była dla mnie nieosiągalna. Postawiłam sobie jednak, pewien cel na przyszły rok i będę się mocno starać, aby się udało go zrealizować.

Dzisiaj chciałam pokazać dwie propozycje na Halloween Makeup 2018




Tutaj wersja trochę bardziej krwawa, a mianowicie poparzona twarz z gołym mięskiem i krwią. Oczywiście sztuczną. Na Instagramie pojawił się nawet krótki tutorial danej charakteryzacji, jeżeli masz ochotę zobacz -----> TUTAJ

W związku z tym, że boje się pająków postanowiłam pobawić tym motywem przy kolejnym makijażu. Efekt? 

Zobaczcie sami,



A Wy bawicie się na Halloween?
 Czy siedzicie w domu, tak jak ja i zajadacie słodkości?

Ściskam,
Karolina



Beauty news - Revolution Pro

Beauty news - Revolution Pro

Od 20 października, czyli niebawem na półkach sklepów Rossmann oraz w sklepach internetowych pojawi się nowiutka, świeżutka paleta cieni, która powstała we współpracy Natalii Siwiec z Revolution Pro

Natalii nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Jej osobę można było podziwiać przy wielu sesjach modowych oraz kosmetycznych. Zachwyca nie tylko perfekcyjnym ciałem ale też jest niesamowicie piękna. 
Wraz z marką Makeup Revolution związana jest już jakiś czas i jak sama powiedziała na wczorajszej konferencji pracowała nad swoim "makijażowym dzieckiem" prawie rok czasu. 

Revolution Pro x NATH Eyeshadow palette to kompozycja 15 odcieniach brązu, oranżu, złota oraz przepiękne odcienie fioletu. Co jak co, ale ta paleta kojarzy mi się z jednym - Jesienią! 

Co sądzicie?


Źródło: https://www.revolutionbeauty.com/fr/Revolution-Pro-x-NATH-Eyeshadow-Palette/m-6968.aspx


Sama Natalia wspominała, że największym problemem okazała się dla niej kwestia opakowania. Mi ten design bardzo przypadł do gustu i jest zwieńczeniem ciepłej kolorystyki danej palety. 

Paleta kosztuje w UK 10 funtów, więc w Polsce pewnie w graniach 50 zł. Ja swoją już zamówiłam i czekam na dostawę! Pewnie będę ją pokazywać Wam na Instagramie, więc zachęcam do obserwowania mnie.

To jednak nie wszystko, bowiem również pojawi się paleta rozświetlaczy.

Revolution Pro x Nath Highlight & Contour Palette obejmuje 6 akcentów, odcieni i konturów, które stworzone zostały po to, aby podkreślać co najpiękniejsze i zadbać o naszą promienną skórę. 

Desert - chłodny odcień konturu,
Paradise - rozświetlacz w kolorze różowego złota,
Sweet - w odcieniu bananowym,
Darling - rozświetlacz w odcieniu brzoskwiniowym,
Sweetheart - rozświetlacz w odcieniu złota,
Admirer - rozświetlacz w kolorze różowego złota.


https://www.revolutionbeauty.com/en/Revolution-Pro-x-NATH-Highlight-and-Contour-Palette/m-6969.aspx  

Warto dodać, że obie palety są z kolekcji limitowanej, więc jeżeli Wam się  podobają to chyba nie ma nad czym się zastanawiać...?

Ja zamówiłam póki co samą paletę cieni, ale ta rozświetlaczy też mnie kusi! Oh, tak.



Lab Therapy - Lirene

Lab Therapy - Lirene

Lirene Lab Therapy to linia, która opracowana jest z myślą o kobietach, które szukają produktów inspirowanych profesjonalnymi zabiegami w gabinetach kosmetycznych.

Ja sama nie mam teraz możliwości chodzenia do kosmetyczek, więc szukam produktów, które pozwolą mi zadbać o skórę samodzielnie. Z uwagi, iż staje się ona coraz bardziej wymagająca postawiłam na produkty o wysokich stężeniach składników aktywnych. Te z Lirene, bazują na kwasach, które dzięki technologii przenikania - TransdermalQ - trafiają do wewnętrznych partii naszej skóry.

Dzisiaj opiszę Wam dwa, które zagościły na moim stoliku nocnym.



Miodowa maska do masażu twarzy

Pierwszy produkt zaliczamy do kosmetyku z linii odżywczej. Zawiera w sobie ekstrakt z miodu, który działa łagodząco i zmiękczająco, kwas cytrynowy - wykazujący działanie antyoksydacyjne i rozświetlające oraz kompleks Linoleique Exclusive, który ma pomóc naszej skórze w regeneracji zwiotczałej skóry.

Na samym początku pochwalę opakowanie, ponieważ bardzo przypadło mi do gustu. Uwielbiam produkty w szklanych słoiczkach. Zawsze mam wrażenie, że wygląda to o wiele estetyczniej i ekskluzywniej. Bardzo dobrym pomysłem było również zamieszczenie instruktażu prawidłowego wykonania masażu. Jest to ukłon w stronę osób, które wcześniej nie kupowały tego typu produktów i nie wiedzą jak się do tego zabrać.

W środku opakowania znajdziemy ochronne wieczko, dzięki któremu możemy mieć pewność, że produkt się nie wyleje, bądź też zabrudzi. Po zdjęciu owego zabezpieczenia widnieje "miodzik" który mieni się cudownym, złotym brokatem. Wygląda naprawdę szalenie przyciągająco i zdecydowanie zachęca do jego użycia. Nie czekałam z testami długo, bo już pierwszego dnia zdecydowałam się go wypróbować.

Jeżeli kiedykolwiek robiliście maseczkę z prawdziwego miodu, wiecie jaka jest jego konsystencja - gęsta i lekko kleista. Taka poniekąd jest również ta maska z tym, że dodatkowo jest na tyle oleista, że bez problemu możecie ją rozsmarować, a co najważniejsze wykonać masaż.

Jestem ciepłolubna, także ucieszył mnie fakt, że podczas masażu wyczuwalne jest ciepło. Mogę śmiało napisać, że była to dla mnie przyjemność i dobrze zainwestowane cztery minuty :)

Skóra podziękowała mi za to delikatnością i miękkością, a także odczuła nawilżenie.

Lab Therapy - Serum na noc - Radical repair night 10%

Jeżeli chodzi o serum to dedykowane jest dla skóry, która potrzebuje radykalnego odmłodzenia. Nawet nie wiecie, jaka byłam ciekawa, czy ten produkt faktycznie działa. Posiadam brzydkie zmarszczki na czole i na szyi - więc szukam poniekąd ratunku, aby je chociaż odrobinkę spłycić.  

Niestety, jak to serum potrzebuje produktów dopełniających, czyli: kremu na dzień i na noc których niestety nie mam. Stosuje to z innym kremem niż zalecany, więc nie wiem czy zobaczę efekty o jakich pisze producent:
-zwiększenie gładkości 93%* zwiększenie elastyczności i sprężystości skóry 89%* ujędrnienie 89%* redukcja zmarszczek 89%* regeneracja i odżywienie skóry 93%* -

Jeżeli jesteście ciekawi, o których produktach piszę, jako tych dopełniających  podlinkowałam Wam je powyżej.

 


Przejdźmy jednak do samego serum. 

Znajdziemy tam trzy główne składniki aktywne:

Fastlift Complex - czyli kompleks napinający, który działa na naszą skórę liftingująco. Stymuluje nasz kolagen i długofalowo odmładza rysy twarzy.

Proteiny ze słodkich migdałów - dzięki którym nasza skóra staje się mocniejsza, poprawia się jej jędrność i napięcie. Przyśpiesza regenerację naskórka i co najważniejsze powoduje, iż zapobiega wiotczeniu skóry. 

Ekstrakt z brązowych alg posiada za to, wysoką zawartość fukanów, które zapewniają naszej skórze nawilżenie. Delikatnie pobudza również mikrokrążenie.

Wszystkie te składniki razem mają dać nam efekt wygładzenia, a nawet delikatną redukcję zmarszczek.

Myślę, że jest to bardzo ciekawa propozycja. Dla mnie jesień jest idealnym momentem na to, aby poświęcić skórze więcej czasu. Szczególnie, gdy za oknem widać kiepską pogodę. Dla mnie to idealna pora, aby sięganąć po wszystkie maseczki, kremy i czerpać wielką przyjemność z ich użytkowania. 

Jak dla mnie marka Lirene opracowała naprawdę warte uwagi kosmetyki. Jeżeli macie ochotę się z nimi zapoznać to kliknij TUTAJ

Ściskam,
Karolina