Nowości w mojej kosmetyczce

Nowości w mojej kosmetyczce

Cześć,

Wybaczcie za przerwę w blogowaniu, ale miałam kolejną przeprowadzkę (!). Teraz już wracam do Was ze zdwojoną siłą i regularnymi wpisami.

Miałam masę pomysłów na post, jednak nic tak nie cieszy oczu jak nowości w kosmetyczce. Kolorówki oczywiście jest więcej, więc stwierdziłam, że podzielę to na dwa osobne wpisy. 

Witaminową bazę Bobbi Brown pokazywałam Wam już na Instagramie. Jest bardzo lekka i beztłuszczowa. Świetnie sprawdzi się przed większymi uroczystościami. Zawiera witaminę A, a jak wiecie ta w kosmetyce zasługuje na miano królowej. Nie tylko poprawia koloryt naszej skóry, ale sprawia, że jest ona miękka i nawilżona. Jeżeli Wasza twarz jest szara i zmęczona to znaczy, że brakuje Wam właśnie tej witaminy. 

Witamina E, zaś jest nazywana "witaminą młodości", a co za tym idzie neutralizuje wolne rodniki odpowiedzialne za powstawanie zmarszczek.

Póki co baza jest w trakcie moich testów, więc na pewno dam Wam znać czy jest godna polecenia. Cena to 210zł za 50 ml



Kiedy zobaczyłam ten produkt na półce, nie mogłam przejść obojętnie. Oczarował mnie design jak i wygląd produktu w środku opakowania. I heart makeup to czekoladka peach and glow czyli róż i rozświetlacz 2w1. Świetnie rozprowadza się na twarzy i przepięknie się mieni. Z łatwością można uzyskać efekt tafli, a to lubię najbardziej. Twarz jest cudownie rozświetlona, polecam Wam sprawdzić ten produkt.

Koszt jej to 6 funtów, czyli coś w granicy 25 zł.



Kolejnym, nowym produktem w mojej kosmetyczce jest długotrwała szminka w płynie. To najlepsza pomadka jaką miałam do tej pory. Jest mega trwała i nie do zdarcia. Kolor na ustach przez cały dzień trzyma się rewelacyjnie. Testowałam ją i przy mrozach, deszczu, jedzeniu i wysiłku fizycznym. Przechodziła również testy pocałunków. Mąż był zadowolony, bo nie był ubrudzony, a ja, że wreszcie znalazłam produkt w 100% godny polecenia. Marka Maybelline mnie tutaj kupiła. Nie mogę doczekać się, kiedy wszystkie odcienie znajdą się w moim kufrze. 

Koszt to 9 funtów. Często są promocje na daną markę w stylu 12 funtów za 2 produkty, więc można ją zakupić naprawdę tanio. W Polsce dopiero się pojawia, więc musicie szukać. Z tego co się orientuje kosztuje około 30 zł.


Baza korygująca i puder bambusowy wzbogacony o ekstrakt z mrożonego wina marki Paese wpadła w moje ręce po konferencji Makeup Business. Trzymałam te produkty w zapasach, jednak stwierdziłam, że pora i na nie. 

Baza pod makijaż według zapewnień producenta ma pasować do każdego rodzaju cery, szczególnie skóry naczynkowej. Optycznie niweluje zaczerwienienia i przebarwienia. Ma za zadanie wygładzać i matować skórę oraz przedłużać trwałość makijażu.

Puder bambusowy zaś dedykowany jest cerze tłustej, mieszanej z nadprodukcją sebum. Zawiera ponad 90% krzemionki, która silnie absorbuje sebum oraz wilgoć. Działa antybakteryjnie. 
Warto dodać, że jego zadaniem jest też rozpraszanie światła, co prowadzi do optycznego zmniejszenia zmarszczek i "soft focus". 
Bardzo zaintrygował mnie ten ekstrakt z mrożonego wina, który ma usunąć zmarszczki w krótkim czasie na wiele godzin. Polecany jest dla profesjonalistów przy wykonywaniu makijaży. 

Jestem ciekawa, czy któraś z Was go miała i poleca...?

Koszt bazy to 33zł, a puder możecie zakupić za 40zł w drogeriach internetowych. 




I ostatni już produkt dla każdej sroczki. Intensywny i trwały pigment sypki marki Kobo Proffesional. Kiedy go kupowałam na półce nie było zbyt dużego wyboru i teraz już wiem, dlaczego. Na szczęście udało mi się zdobyć złoto. Ten pigment to swojego rodzaju magiczny pyłek, który dopieści każdy makijaż i spowoduje, że makijaż nabierze zniewalającego charakteru. 

Kupiłam go za 10 zł, co uważam za niewiarygodnie niską cenę. Naprawdę warto. Jestem przekonana, że będąc w Polsce zakupię jeszcze kilka innych odcieni.



Reszta nowości w tym PR-owa jest już w drodze do mnie. Spodziewajcie się, więc dalszy ciąg wpisów tego typu. Nie mogę się doczekać, kiedy trafią w moje ręce ;) 

Miałyście któryś z tych produktów? 
 a może któryś wpadł Ci w oko? :)

Ściskam, 
Karolina


Hipoalergiczny płyn dwufazowy do demakijażu i żel do mycia - Delia Cosmetics

Hipoalergiczny płyn dwufazowy do demakijażu i żel do mycia - Delia Cosmetics

Jakiś czas temu otrzymałam od marki Delia Cosmetics duże pudło z produktami do prawidłowego oczyszczania twarzy nowej linii Dermo System. Początkowo myślałam, że nie będę w stanie tego wszystkiego zużyć, jednakże wszystkie z nich okazały się przydatne. 



Niedawno zaliczyłam denko jednego z nich, a jest nim hipoalergiczny płyn dwufazowy do makijażu do cery wrażliwej. 

Produkt znajduje się w 150 ml butelce z zamykaniem na klik. Jest wygodny w użytkowaniu. Na etykiecie znalazłam wszystkie interesujące mnie informacje. Design jest bardzo prosty, ale niewątpliwie czytelny. 


Nie zawiera alkoholu, parabenów i kompozycji zapachowej, więc idealnie sprawdzi się dla alergików i posiadaczek cery wrażliwej. Produkt jest praktycznie bezzapachowy. Czuć, jedynie nutę oleju marula, który znajduje się w składzie, jednak jest to zapach bardzo delikatny i niedrażniący. 

Z uwagi na spore eksperymentowanie z makijażem i testowaniem różnych produktów, często wybieram płyny na bazie oleju. Świetnie radzą sobie ze zmywaniem makijażu i rozpuszczeniem wodoodpornych kosmetyków.

Początkowo nie byłam do niego do końca przekonana, bowiem wydawało mi się, że moja skóra nie jest do końca oczyszczona. Wiadomo, że stosujemy zawsze inne dodatkowe kosmetyki do dokładnego zmycia makijażu, jednak sama skuteczność tego produktu była dla mnie średnia. Po zastosowaniu dodatkowo żelu do mycia twarzy efekt był zadowalający, więc jeżeli szukacie takiego duetu to mogę go Wam polecić. Dużym plusem jest to, że nie podrażnia oczu i nie powoduje dyskomfortu.

Sam płyn nie jest zbyt wydajny, ale też nie jest to duża butelka. Ja też nigdy sobie nie żałuję produktu na wacik, więc może to mnie zgubiło. Nie mniej jednak muszę przyznać, że Delia Cosmetics mnie ostatnio zaskakuje na plus.


Miałyście ten płyn? Jak Wam się sprawdził?
Jeżeli nie testowałaś, to napisz proszę, który jest Twoim ulubionym/najczęściej kupowanym?

Ściskam,
Karolina


Makijaż walentynkowy #Valentinesmakeup

Makijaż walentynkowy #Valentinesmakeup

Kochane! Dzisiaj propozycja makijażu walentynkowego! 

Motywem przewodnim są oczywiście kwiaty, które bardzo kojarzą mi się z tym świętem. Oczywiście postawiłam na róż i fuksję, gdyż ostatnio ten kolor stał się moim ulubionym. 

Zgodnie z ankietą na Instastory zażyczyłyście sobie coś z błyskiem, dlatego nie mogło być inaczej! Jeżeli jeszcze nie śledzisz mojego profilu to zachęcam INSTAGRAM 


Do jego wykonania użyłam:

Twarz:
Podkładu Catrice Cosmetics -HD Liquid Coverage
korektora Collection - LastingPerfection
Pudru marki Maybelline - MasterFix (mojego ulubieńca - więcej o nim KLIK

Pomady do brwi Maybelline - dark brown
Paletki do konturowania marki Freedom Makeup Pro Contour Kit

Oczy:
Palety cieni marki Zoeva - Cocoa blend
Palety cieni marki Freedom Makeup
Kredki do oczu Nyx Cosmetics - kolor czarny
Brokatu marki Nyx - kolor GLI02 Rose,
Eyelinera marki Wibo - czarnego
Tuszu do rzęs Maybelline - Angel
Rzęs Ardell numer 120

Usta: 
Kremowa pomadka marki Maybelline - Superstay INK Creator
Wykonanie:

Przed nałożeniem makijażu oczyściłam swoją twarz wodą micelarną firmy Delia Cosmetics. Następnie przeszłam do nawilżenia skóry kremem Biolaven (z olejem pestek winogron i olejkiem lawendowym). Po kilkuminutowym wchłonięciu produktu przeszłam do wykonania makijażu.

Rozpoczęłam od podkładu, który standardowo aplikuję gąbeczką. Okolice oczu rozjaśniam korektorem (zarówno na dolinę łez, jak również na powiekę). Tym samym nie potrzebuję już bazy pod cienie, ponieważ ten korektor świetnie pełni tę rolę.

Przechodzę do makijażu oczu. Na całą ruchomą powiekę nałożyłam cień z palety Cocoa Blend - Substitute for love. Blendując kierowałam pędzel do góry kierując go do łuku brwiowego. Starałam się nie wychodzić jednak za daleko. Całość blendowałam do utworzenia delikatnego dymku na oku. Na ruchomą powiekę nalożyłam najbardziej różowy cień z całej palety, a jest nim Warm Notes. Prezentuje się na oku bardzo delikatnie i kobieco.  Na wewnętrzny  kącik nałożyłam bardzo intensywny róż z palety Extreme Vice marki Freedom Makeup. Zewnętrzny zaś lekko przyciemniłam Beans are White z paletki Cocoa Blend.

Dolną część powieki pomalowałam mocnym różem od Freedom Makeup. Całość zblendowałam. Do aplikacji brokatu marki Nyx użyłam kleju Kroylan. Rozpoczynając od wewnętrznego kącika oka nanosiłam go pędzlem (języczkiem), aż do połowy powieki. Górną powiekę zakończyłam wyrazistą czarną kreską. 
Na zakończenie mocno wytuszowałam rzęsy i przykleiłam sztuczne. 
 
Na łuk jarzmowy naniosłam piękną taflę rozświetlacza - Vivid Baked Highlighter, a jeżeli chodzi o konturowanie użyłam paletki marki Freedom Makeup.

Całość makijażu zwieńczyłam mocnym kolorem na ustach Maybelline w kolorze fuksji.
Na instagramie jest dostępny również filmik z krótkim tutorialem.


Podoba Wam się taka propozycja makijażu? 
Karolina
Ulubieńcy stycznia 2018

Ulubieńcy stycznia 2018

Jeszcze niedawno świętowaliśmy Nowy Rok, a już zaczął się luty. Czas niesamowicie szybko pędzi i jedyne co nasuwa mi się do głowy to myśl, że jestem już kompletnie w innym miejscu na świecie. 
Nie będzie to jednak wpis lifestylowy, bowiem sporo Wam pokazuję co dzieje się u mnie na Instastory. Część Was mnie obserwuje, więc doskonale wie, co u mnie. Blog niech pozostanie o tematyce kosmetycznej i makijażowej. 

Dzisiaj mam dla Was trzech styczniowych ulubieńców.

Zapraszam do krótkiego zestawienia.

Nie mogę nie wspomnieć o Aloesie firmy Kueshi. Produkt otrzymałam kiedyś w jednym z pudełek kosmetycznych i dosyć często w styczniu po niego sięgałam. 

Żel ma konsystencję galaretki. Jest kompletnie bezzapachowy i bardzo wydajny. Po nałożeniu na skórę pozostawia film i od razu napiszę, że jeżeli ktoś nie przepada za tego typu efektem to niestety nie polubi się z tym produktem. Początkowo stosowałam go sporadycznie na noc do nawilżania suchych partii na twarzy, łokci i kolan.

Na miano ulubieńca zasłużył sobie w momencie kiedy wylałam sobie parę kropel oleju na palce u ręki podczas smażenia. Ból był bardzo duży i przykładanie do zimnych miejsc niestety nie pomagało. Byłam pewna, że będę miała wielkie bąble i będę się borykać z ranami. Szybko wpadłam na pomysł, żeby go zastosować. Praktycznie od razu poczułam ulgę i działanie owego produktu. Żel zadziałał chłodząco i spowodował, że ból ustąpił. Smarowałam nim oparzone miejsca do końca dnia. Jakie było moje zdziwienie, kiedy następnego dnia zobaczyłam tylko lekko zaczerwienione miejsce. Zadziałał ekspresowo i spowodował szybką regenerację skóry. 

Mogę go też polecić do smarowania krost na twarzy. Świetnie wysusza wypryski i powoduje, że rany szybko się goją.

Cena: 45zł/ 250ml

Drugim produktem o którym muszę wspomnieć jest puder transparentny z Maybelline. Wczoraj zakupiłam już drugie opakowanie i na pewno nie szybko go zamienię na jakiś inny. Bardzo długo szukałam tak matowego produktu, który sprawdzi się do utrwalania makijażu na całej twarzy. Dużym jego plusem jest zachowanie efektu matowej cery nawet po paru godzinach. Nie mogę narzekać również na zakrycie porów. Niewielka ilość produktu wystarczy na zmatowanie całej twarzy. Pomimo, iż jest go tylko 6g jest dosyć wydajny. 
Jeżeli chodzi o jego wykończenie, to tak jak wspomniałam jest matowe, ale również satynowe. Dzięki temu mamy efekt świetnie wygładzonej, zdrowej cery. Warto również wspomnieć, że produkt nie bieli i nie zmienia koloru podkładu i świetnie współpracuje z innymi kosmetykami.
Jest bardzo mocno zmielony i mocno pyli, dlatego trzeba uważać przy nakładaniu, by nie pobrudzić ubrań.

Cena: 40zł/ 6g

Ostatnim produktem z magicznej trójki okazał się jedwabisty mus do ciała o zapachu rabarbaru i maliny firmy Nivea. Produkt trafił tym razem w ręce mojej siostry w połowie stycznia, a ja znalazłam go pod prysznicem :) Nie miałam nigdy styczności z takimi musami do mycia, więc było to dla mnie bardzo miłe doświadczenie. Pianka jest bardzo miła w dotyku i... przepięknie pachnie! Uwielbiam owocowe zapachy, a ten przypomina mi słodycz lata. Skóra jest po myciu jedwabista,  nawilżona, delikatna, ale również gładka i co tu dużo pisać... chce się ją wąchać. Z tego co mi wiadomo to dany produkt występuje w 6 wariantach zapachowych, więc myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. 


A jakie są Wasze ulubione, styczniowe produkty?

Ściskam,
Karolina