Jak przygotować skórę przed wizytą u makijażystki?

Jak przygotować skórę przed wizytą u makijażystki?



Niebawem ważna uroczystość, jesteś Panną Młodą? Świadkiem? Gościem Weselnym, a może będziesz na innej ważnej dla siebie uroczystości?

Pewnie zastanawiałaś się już co możesz zrobić, aby lepiej wyglądać. Jeżeli jesteś umówiona na wizytę do wizażystki to już 50% sukcesu, druga połowa należy do Ciebie! Myślisz pewnie, dlaczego tak dużo? A to dlatego, że od Ciebie zależy w jakiej kondycji będzie Twoja skóra.
Nie martw się, jeżeli są na niej drobne niedoskonałości, to nie jest problem. Ważne są inne aspekty o które musisz zadbać.

Ten artykuł ma zadanie Ci w tym pomóc. Przekażę Ci kilka trików, które sprawią, że będziesz przygotowana do wizyty u makijażystki, a Twój makijaż będzie prezentował się o wiele lepiej.

DEPILACJA BRWI I HENNA, DEPILACJA WĄSIKA

Sugeruję umówić się z 4 dni wcześniej do profesjonalistki, która o nie zadba. Odpowiednia regulacja brwi, dopasowanie kształtu sprawią, że makijaż będzie wyglądał lepiej. Staraj się nie umawiać do kosmetyczki dzień przed, bo może zdarzyć się, że skóra będzie podrażniona.

PIELĘGNACJA SKÓRY

Przed zastosowaniem kremów nawilżających o których zaraz wspomnę, należy zadbać o usunięcie martwego naskórka. To tego zabiegu niezbędny jest PEELING TWARZY, sugeruję sięgać po ten enzymatyczny, ponieważ jest bardziej łagodny dla skóry. To jest coś bez czego wszystkie dalsze kroki, nie będą miały sensu, więc musicie o tym pamiętać. 

Dokładnie oczyszczona cera pozwoli głębiej dostać się wszystkim składnikom, które znajdują się kremach i serum nawilżającym. Jeżeli nie stosowałaś nigdy wcześniej serum - nie jest to konieczne. Sięgnij po sam krem. Pamiętaj o pielęgnacji twarzy na dzień i na noc. Dzięki temu Wasza skóra będzie odpowiednio nawilżona, a makijaż będzie o wiele lepiej się prezentował. 

Jeżeli masz tendencję do suchych skórek, jak ja - sięgnij po maść z witaminą A (jest dostępna w aptece za około 10zł). Posmaruj problematyczne miejsce na noc, a rano zobaczysz, że jest o wiele lepiej.

Jeżeli masz skórę trądzikową to również sięgaj po produkty nawilżające, ale w lżejszej formule. Produkty zawierające alkohol w składzie, nie rozwiązują problemu. 

WODA, WODA i jeszcze raz WODA

Kobietki! to coś bez czego nasza skóra nie będzie w dobrej formie. Wg badań powinno się wypijać 1 litr wody na 30kg masy ciała - DZIENNIE. Polecam sobie robić zestawy z cytryną i miętą, albo z owocami. Będzie o wiele łatwiej wypić taką ilość.


KILKA KROKÓW DO PERFEKCYJNEJ SKÓRY
1. Pij systematycznie wodę.
2. Zastosuj peeling, nałóż dobrą maskę nawilżającą (koniecznie sprawdzoną wcześniej!) i dobrej jakości krem nawilżający na dzień i na noc. Nie eksperymentuj, bo nie wiesz czy żaden składnik Cię nie uczuli.
3. Wysypiaj się. Przed ważną uroczystością musisz zadbać o komfort własnego ciała.

Przechodzimy do naszego  DNIA WIZYTY U MAKIJAŻYSTKI
 
1. Nie nakładaj makijażu w ten dzień. Daj skórze odpocząć. Pamiętajcie, że każdy demakijaż powoduje, że nasza skóra jest zaczerwieniona i podrażniona. Nie róbmy jej tego. 

Staraj się nałożyć tylko krem nawilżający, unikaj tłustej formuły. Polecam Cetaphil - niezastąpiony i skóra go uwielbia.

Wybierając się już na makijaż, ubierz luźny top z większym dekoltem. Pamiętaj, że będziesz się później przebierać :) Makijaż wykonywany jest również na dekolcie, dlatego znacznie ułatwi nam to pracę.

Jak widzisz, nie są to trudne do zrobienia rzeczy, a znacznie poprawią jakość Twojej skóry jak i nam - osobom robiącym makijaż - ułatwią pracę. 

POWODZENIA!






 


Garnier Organic - czyli nowości na mojej toaletce

Garnier Organic - czyli nowości na mojej toaletce

Wiosna jest porą, która budzi wszystko do życia. Zaczynają kwitnąć kwiaty, a widok słońca niebywale korzystnie wpływa na nasze samopoczucie.

Nie wiem jak Ty, ale ja zawsze uwielbiam wtedy sięgać po lżejsze zapachy o kwiatowej woni. Mam też niebywałą ochotę spędzać czas na świeżym powietrzu i obcować z naturą

Nowa linia Garnier Organic jest dla osób, które kochają naturę. Wykonane zostały z wybranych ziół i olejków eterycznych dla każdego rodzaju skóry. Na opakowaniu widzimy także certyfikat ekologiczny COSMOS ORGANIC certyfikowany przez Soil Association zgodnie ze standardem COSMOS. Cała formuła jest wegańska: w środku nie ma składników pochodzenia zwierzęcego ani produktów ubocznych.

Cała gama produktów jest dla mnie niewątpliwie interesująca, ale w mojej drogerii w centrum Rugby była dostępna tylko ich część. 

https://www.superdrug.com/search?text=garnier+organic

Zdecydowałam się na zakup dwóch produktów:

  • Lawendowego olejku do twarzy GLOW FACIAL OIL w promocyjnej cenie 7,99GBP. Cena regularna wynosi 11,99GBP.
  • Nawilżającego kremu na dzień z trawą cytrynową LEMONGRASS DAILY MOISTURISER  w promocyjnej cenie 5,29GBP.  W cenie regularnej zakupicie go za 7,99GBP

krem do twarzy ekologiczny

Pierwszym kosmetykiem, który mnie szczególnie zainteresował jest lawendowy olejek do twarzy, dzięki któremu możemy uzyskać efekt pięknie rozświetlonej buzi. W związku z tym, że jestem fanką efektu GLOW, trafił do mojego koszyka bardzo szybko. 

Musicie mi uwierzyć na słowo - pachnie cudnie. Smarowałam twarz nim na noc, a ja wiesz lawenda jest wyjątkowo kojącym zapachem. Pomogła mi się zrelaksować i uspokoić myśli. Wyczytałam, że ich lawenda, która została użyta do produkcji uprawiana jest we Francji i zbierana w lecie na optymalnym etapie jej cyklu życia. Była ona, także ekstrahowana przez destylację z parą wodną.

W składzie znajdziemy również organiczny olej arganowy i witaminę E. Olejek posiada szybką wchłanialność z delikatnym efektem rozświetlającym. Możesz go stosować zarówno na dzień i na noc. Produkt nabierasz za pomocą pipety, która jest bardzo wygodna w użytkowaniu.

Po nocy moja twarz była niewątpliwie odżywiona i miękka. Warto go mieć.

krem do twarzy ekologiczny



 Zakupiłam też nawilżający krem na dzień z nutą trawy cytrynowej. Znowu wyobraziłam sobie jego cudowny wiosenno-letni zapach i nie mogłam się powstrzymać. Tym razem trawa cytrynowa uprawiana jest na Sri-Lance. W składzie znajdziemy, także organiczny aloes i glicerynę botaniczną.

Jestem bardzo ciekawa tego produktu. Zapach jest bardzo ziołowy, ale orzeźwiający. Trochę przypomina mi jakiś zapach z męskiej linii. Krem szybciutko się wchłania, ale pozostawia lekki, wyczuwalny, ale nietłusty film na twarzy. Z właściwości wynika, że będzie on lekko matowił skórę, więc osoby ze skórą mieszaną mogą tutaj się z nim polubić.


Niestety Garnier Polska jeszcze nie posiada informacji odnośnie daty premiery w Polsce, także musicie uzbroić się w cierpliwość. Aby być na bieżąco, śledźcie ich Fb oraz konto na IG.

Cała gama produktów jest godna zainteresowania, a ja na pewno zakupię coś więcej, gdy tylko pojawi się na półkach.

Ściskam,
Karolina




Odpowiedź na list widziany okiem nauczyciela...

Odpowiedź na list widziany okiem nauczyciela...

Jako były nauczyciel nie mogę pozostać w tym temacie obojętna. Owszem mój blog poświęcony jest głównie kosmetykom ale to co, chcę dzisiaj na nim poruszyć jest mi bardzo bliskie.

Jako wykształcony pedagog i terapeuta z 3 letnim doświadczeniem, mającym na swoim koncie kilkanaście różnych warsztatów mających na celu dokształcenie się, postanowiłam napisać w tej sprawie swój komentarz.


Odniosę się do popularnego wpisu zamieszczonego w internecie, dotyczącego strajku nauczycieli "okiem rodziców".

Jeżeli chodzi o moje doświadczenie to mogę śmiało napisać, że nie wszyscy rodzice myślą w sposób przedstawiony w tekście. Miałam przyjemność pracować z wieloma świetnymi rodzicami, którzy doceniali mój i koleżanek trud włożony w edukację ich dzieci.

Nie wszyscy wiedzą, ale nauczyciele to także osoby pracujące w przedszkolach. Nie ma czegoś takiego jak zawód "przedszkolanka", więc proszę Was - nie używajcie tego określenia.

Niestety, coraz więcej pojawia się krzywdzących opinii na temat pracy nauczycieli i wszelkich "dóbr" płynących z racji wykonywanego tego zawodu.

Gdyby wszystko co zostało wymienione było prawdą - nadal pracowałabym w tym zawodzie. A nie pracuję i nic nie wskazuje na to, że wrócę do danej branży.
 



Może zacznę od pierwszego akapitu. 

Praca nauczyciela nie należy do najłatwiejszych ale, kiedy widzisz progres jaki przechodzą dzieci to zaczynasz wierzyć, że trud, który włożyłeś w ich edukację nie poszedł na marne. To budujące ale jako osoba wykształcona, chciałam mieć również godziwe wynagrodzenie za to. Nie jest mi wstyd o tym pisać, bo w końcu studia to inwestycja, a weekendy, które spędziłam w szkole nie należały do najmilszych po całym tygodniu pracy. 

Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że podczas studiów, pracując w marketingu zarabiałam o wiele większe pieniądze, niż po studiach, wykonując pracę "w zawodzie".

Kiedy zaczynasz z pensją 1600 zł za 35 godzin pracy tygodniowo plus przygotowanie do zajęć, rady pedagogiczne ( po godzinach pracy) warsztaty w weekendy (za które musisz sobie w większości sama zapłacić (od 50 do 500zł) to raju nie ma, prawda? Czy się mylę...? Później owszem pensja wzrasta, ale po 10 latach doświadczeniach, chyba każdy chce zarabiać lepiej?

Początkujący nauczyciel przeznacza minimum 1 godzinę dziennie na przygotowanie zajęć, a gdzie dodatkowo wypisywanie dziennika, arkusze obserwacji, diagnozy, plany tygodniowe i miesięczne?

Nie wspomnę o szukaniu ciekawych pomysłów na urozmaicenie dzieciom zajęć, aby były zadowolone, a nie znudzone. Pamiętajcie, że małemu dziecku trzeba wszystko rozrysować, pokazać bo o większości rzeczy o których się mówi nie mają pojęcia i okej na tym polega edukacja, ale chcę Ci uświadomić, że ilość czasu, którą poświęca się na poszukiwaniu pomocy dydaktycznych jest ogromna.

Nie wspomnę już o przygotowaniu różnorodnych uroczystości, które chcemy, aby wypadły jak najlepiej. Przygotowujesz scenariusz, dekoracje i oczekujesz tylko jednego.. pomocy rodziców w nauce roli dziecka... Niestety często zdarza się tak, że to musimy ich uczyć, bo niektórzy rodzice nie mają na to czasu, albo im nie zależy, że ich dziecko nie będzie umiało. Ale to wina nauczyciela, prawda?

Co do urlopu to miałam go tyle co każdy pracownik, pracujący na pełen etat -28 dni (w szkołach jest owszem więcej). Minus był taki, że musiałam wykorzystać go w wakacje, gdzie lipiec i sierpień są najdroższymi miesiącami, jeżeli chodzi o zagraniczne wyjazdy. Dla osoby lubiącej podróżować to kiepsko, nieprawdaż? Nie mogłam polecieć sobie we wrześniu, ani październiku bo miałam wtedy płaczące dzieci na kolanach, ale tego nie wiesz...

Pracując w Publicznym Przedszkolu nie miałam ani "13", ani "wczasów pod gruszą", a na święta otrzymywałam życzenia. Raz otrzymaliśmy premię uznaniową w tym okresie, ale uwierz mi - to nie były żadne kokosy.

Nie wspomnę o ogromnej ilości kupowanych leków, bo w przedszkolach roi się od chorób; belgijka, zapalenie spojówek i inne dziecięce choroby, które osoby dorosłe przechodzą znacznie gorzej. Na zastępstwa w większości przypadków nie ma szans, bo są ogromne braki w kadrach, a utrzymywać koncentrację i uwagę musisz cały czas. 

Klasy, grupy 37 osobowe? Proszę, spróbuj wytrzymać w grupie 25 rozbrykanych 3-5 latków. Chyba, że bezpieczeństwo dzieci nie jest dla Ciebie ważne.

Kolejny ciekawy zarzut to darmowe wycieczki. Ciekawym jest to, że jak szukałam chętnego rodzica do pomocy przy opiece na kilkugodzinnej wycieczce to zgłosiła się może jedna osoba. Ciekawe, dlaczego...? 
Nawet nie wiesz w jakim stresie jest nauczyciel przez całą taką wycieczkę. Masz pod opieką dzieci i za każdy ich wybryk ponosisz odpowiedzialność. Dziękuję za taki relaks i "darmochę".

Wycieczki kilkudniowe? Nie bawią mnie nieprzespane noce w roli stróża. 

Najbardziej śmieszy mnie postulat wynagradzania nauczycieli za osiągnięcia. Niestety z dziecka z przeciętnym ilorazem inteligencji nie zrobi się geniusza. Jeżeli dziecko przejawia super zdolności, to możesz być pewien, że nauczyciel je dostrzeże i powie o tym rodzicom. To od Ciebie zależy czy coś dalej z tym zrobisz. 

Oczywiście zarzutów jest więcej, ale czy sens się do tego wszystkiego odnosić?

Prawda jest taka, że coraz mniej osób decyduje się na ten zawód i wcale mnie to nie dziwi. Ilość zarabianych pieniędzy nie jest adekwatna do wysiłku i oczekiwań.

Dla mnie praca w tym zawodzie była niesamowitym doświadczeniem i do dnia dzisiejszego mam kontakt z niektórymi rodzicami i podopiecznymi. Ciężko mi się było rozstać z nimi, ale każdy ma jakieś marzenia, plany, które chce zrealizować. Z pensją nauczyciela szalenie ciężko.

Popieram całym sercem strajkujących nauczycieli. Czytając takie listy nóż się w kieszeni otwiera. Trzeba być wyjątkowo głupim, aby powtarzać te wszystkie absurdy, rodziców "znawców". 

Ciekawa jestem co będzie za kilka lat, może nauczyciele zaczną jeść papiery i przybory, których tak często w placówkach brakuje.

Karolina




Noworoczne wyprzedaże - Origins

Noworoczne wyprzedaże - Origins

Mamy styczeń, a co za tym idzie - czas noworocznych wyprzedaży. W Anglii istne zakupowe szaleństwo. Ja starałam się jakoś ślepo w to nie brnąć, jednak kilka zestawów kosmetycznych (nie wiem jakim cudem... -  żartuję ;) ) trafiły do mojego koszyka. 

Jednym z nich był zestaw od marki Origins. Długo się zastanawiałam, który wybrać ale w końcu udało mi się podjąć ostateczną decyzję. Mój dylemat wynikał z tego, że o tych kosmetykach słyszałam wiele dobrego, ale osobiście jednak nic jeszcze ich nie miałam. No cóż, same kosmetyki nie należą do najtańszych jak na ceny Polskie, ale wynika to z tego, że marka głównie bazuje na składnikach roślinnych i olejkach aromatycznych.

Natura jest najważniejszym pojęciem w filozofii Origins. 

Nie będę się tutaj rozpisywać na temat dóbr które mają na swoim koncie, bo o tym możecie poczytać w internecie. Wspomnę tylko, że bardzo przykładają się do zastosowania ekologicznych metod ochrony środowiska i posadzili ponad 500 drzew na całym świecie, a to po prostu szanuję. 

Przejdę jednak do zaprezentowania Wam zestawu na który się skusiłam z wyprzedaży. Za cały zestaw zapłaciłam 21£, czyli jakieś 96zł i była to 46% obniżka. Zdecydowałam się na zestaw Wake up and Glow, bo ostatnio zauważyłam, że moja skóra poszarzała i potrzebuje solidnej dawki nawilżenia. W dodatku towarzysząca nuta pomarańczy kojarzy mi się ze słońcem i wakacjami, a z uwagi, że jestem miłośniczką cytrusowych nut to zestaw musiał trafić w moje ręce. 



Pierwszym produktem jest peeling do twarzy o pojemności 30ml. W wersji pełnowymiarowej jest to 150 ml, więc mamy tu sporą różnicę w pojemności, jednak te 30 ml daje możliwość poznania produktu i przetestowania. 

Jeżeli chodzi o moje pierwsze wrażenia to są pozytywne, ale nie obejdzie się bez jednego minusa.
Produkt jest bardziej żelem myjącym, aniżeli peelingiem. Drobinki są tak delikatne, że o pozbycie się martwego naskórka nie ma mowy. Czuć, że skóra jest oczyszczona i czysta, ale to raczej wszystko. Zobaczę jak przy dłuższym używaniu. Najbardziej istotną dla mnie kwestią jest to, żeby nie wysuszał, ale na tą chwilę muszę z szerszą opinią poczekać.



Kolejnym produktem, który znalazł się w zestawie jest krem koloryzujący i tu mamy wersję pełnowymiarową. Cena - 135 zł. Nie ukrywam - mam wielkie nadzieję co do tego produktu, bo nasłuchałam się o nim wiele dobrego, ale najbardziej sprawdzi wiosną/latem ze względu na lekką konsystencję, więc hop - produkt trafił do magicznego pudełka i czeka na swoją kolejkę.

Na stronie Sephory, możemy poczytać o jego właściwościach: 
Krem koloryzujący, który nawilża i dodaje energii. Połączenie perfekcji i ochrony w jednym prostym kroku.

Zmysłowe odkrycie:
- Mocno odżywczy krem o bogatej konsystencji, który rozświetla skórę, intensywnie nawilża i pozostawia ją jedwabiście gładką dzięki olejowi z nasion kawy i masłu Cupuaçu.
- Zwiększa nawilżenie skóry dzięki kiełkom pszenicy i jęczmienia.
- Chroni skórę przed promieniami słonecznymi dzięki połączeniu filtrów chemicznych i mineralnych, które dają szerokie spektrum ochrony SPF w lekkiej beztłuszczowej formule.
- Zapewnia delikatną koloryzację skóry dzięki technologii pigmentów mineralnych.
- Odświeża i pobudza zmysły dzięki kompozycji olejków eterycznych z grejpfruta, cytryny i mięty zielonej.


Krem do twarzy również znalazł się w zestawie. Pokochałam go od pierwszego... użycia :)
Pięknie rozświetla cerę i pachnie... obłędnie. Skóra jest po jego użyciu jakaś bardziej świeża i promieniuje zdrowym wyglądem. Może to zabrzmiało jak z hasło z reklamy, ale jakoś inne słowa nie przychodzą mi do głowy. Tak się właśnie czuje po jego użyciu.  Krem wchłania się ekspresowo, więc świetnie spisuje się pod makijaż.

W zestawie mamy pojemność 30ml, więc nie jest źle. W standardowej - 50ml, więc nie wiele więcej. Cena regularna to 105 zł.



Ostatni produkt - krem pod oczy i uwaga! o pojemności 5ml (nie wiem czy się śmiać czy płakać) no ale to bardzo niewiele. W wersji standardowej 15ml - co daje koszt 125zł - trochę dużo. Produkt zawiera rozświetlające drobinki, więc trzeba z nim uważać. Może w tym tkwi sekret tego, że jest wydajny...?
Póki co nie testowałam. Czeka, ale prezentuje się naprawdę miniaturowo...



W pudełku znalazła się również ekologiczna kosmetyczka, która jest w stanie pomieścić owy zestaw.
Ten i wiele innych zestawów możecie zamówić TUTAJ
 

Jak Wam się podoba taki zestaw? Chciałybyście taki otrzymać, albo go zakupić dla siebie?

Ściskam,
Karolina

Paleta cieni Natalii Siwiec we współpracy z Revolution Pro

Paleta cieni Natalii Siwiec we współpracy z Revolution Pro

Makeup Revolution to marka, która w bardzo szybkim tempie się rozwija. Kiedy mieszkałam jeszcze w Polsce, czyli jakiś rok temu można było zamówić ich kosmetyki tylko online. 

Teraz mamy nie tylko Makeup Revolution ale też Revolution Pro, która zaskakuje jakością jeszcze bardziej.

Po mojej przeprowadzce do Anglii, miałam możliwość obserwowania tej całej rewolucji na rynku kosmetycznym z bliska. W drogeriach zaczęli wycofywać półki Freedom, a na ich miejsce stawiane były inne, mocno wyróżniające stoiska Revolution Pro. Fajnie, że mieszkając w Anglii miałam patrzenia na tą przemianę z bliska...

Aktualnie w Polsce ich produkty można kupić już nie tylko online ale w drogeriach Hebe i Rossmannie. Brawo! 

Natalia Siwiec we współpracy z Revolution Pro

Przechodzę już prawie do sedna, ale najpierw zacznę od pierwszej niezbyt moim zdaniem współpracy z Maxineczką. Absolutnie nie chcę nikogo urazić, ale paleta uczciwie mówiąc nie jest godna polecenia. Przykro mi. 
Nie mniej jednak grono fanów podbiło niesamowicie jej sprzedaż i okej- rozumiem to. Jakby nie patrzeć jest to jej sukces i w pełni na niego zasługuje po tylu latach pracy na Polskim Youtubie. 

Dzisiaj o drugiej współpracy, o której pisałam niedawno w Beauty News, a mianowicie dwóch paletkach, które zostały stworzone pod okiem Natalii Siwiec. 

Pierwsza moja myśl: "Dlaczego, Natalia Siwiec?" Jest przepiękną, wpływową modelką, ale nie ukrywajmy, doświadczenia w danej branży wcześniej nie miała, chyba, że coś mi umknęło. 

Nie mniej jednak zaskoczenie! Spojrzałam na te palety w internecie i podjęłam bardzo szybką decyzję:

                                                                           "Muszę mieć tą paletę cieni..."

Jak powiedziałam, tak zrobiłam. Paleta przyszła do mnie w zaskakująco szybkim tempie kolejnego dnia. Był to dokładnie 18 października, czyli dwa dni przed premierą w Polsce.


Sam makijaż na zdjęciu wykonany był podczas nagrywania filmu -> test pierwsze wrażenie, które możecie zobaczyć TUTAJ



Nie wiem czy Wam, ale mnie design się bardzo podoba. Piękne, burgundowe opakowanie z idealnie dopasowanymi wewnątrz kolorami na daną porę roku. 

Paleta zawiera 15 cieni, które moim zdaniem bardzo dobrze się aplikują i jeszcze lepiej blendują na oku. Jeżeli chodzi o samą kolorystkę to zawiera różne odcienie brązu, oranżu, złota i róży. Znajdziemy tam również dwa odcienie fioletu i całkiem niezłą czerń. Dzięki takiemu zestawowi można stworzyć nią zarówno makijaż dzienny jak i wieczorowy, więc cenię ją za uniwersalność. 

Minusem jaki zauważyłam jest nieszczęsna klapka, która nie pozwala na pozostawienie otwartej palety. Mi to bardzo przeszkadza, bo muszę ją przytrzymywać przy dokładaniu cieni, a wolałabym mieć lewą rękę wolną np. na kawę :) To trochę zabiera czasu, bo jak wiecie nie da się nałożyć cienia "na zapas". 

Muszę też wspomnieć o tym, że cienie się dosyć mocno osypują. Nie mniej jednak coś za coś, chcemy mieć fajne miękkie cienie, to nie mogą być one mocno sprasowane. Mi to osobiście nie przeszkadza. Po prostu częściej strzepuję pędzel i to wszystko. 

Uważam, że za cenę 50zł (W Anglii 8-10funtów) mamy bardzo dobrą jakość. Palety używam na co dzień i jest wystarczająca. Nie zauważyłam blednięcia koloru na powiece co jest niewątpliwym jej plusem. 




Ściskam,
Karolina





Halloween Makeup 2018

Halloween Makeup 2018

Mamy 31 października, a to oznacza tylko jedno w Anglii. Świętujemy Halloween. Jedni bardziej, drudzy mniej, ale to wynika z mieszanki kulturowej, jaką mamy tutaj okazję obserwować oraz naszych tradycji.

Dla mnie to nadal dzień przed Wszystkimi Świętymi, czyli okresem zadumy. Nie mniej jednak, czas Halloween w świecie beauty jest mega kreatywnym czasem i co roku mam ochotę chociaż trochę pobawić się artystycznie. Chciałoby się więcej, ale ilość czasu, którą trzeba poświęcić na dobrą charakteryzację była dla mnie nieosiągalna. Postawiłam sobie jednak, pewien cel na przyszły rok i będę się mocno starać, aby się udało go zrealizować.

Dzisiaj chciałam pokazać dwie propozycje na Halloween Makeup 2018




Tutaj wersja trochę bardziej krwawa, a mianowicie poparzona twarz z gołym mięskiem i krwią. Oczywiście sztuczną. Na Instagramie pojawił się nawet krótki tutorial danej charakteryzacji, jeżeli masz ochotę zobacz -----> TUTAJ

W związku z tym, że boje się pająków postanowiłam pobawić tym motywem przy kolejnym makijażu. Efekt? 

Zobaczcie sami,



A Wy bawicie się na Halloween?
 Czy siedzicie w domu, tak jak ja i zajadacie słodkości?

Ściskam,
Karolina



Beauty news - Revolution Pro

Beauty news - Revolution Pro

Od 20 października, czyli niebawem na półkach sklepów Rossmann oraz w sklepach internetowych pojawi się nowiutka, świeżutka paleta cieni, która powstała we współpracy Natalii Siwiec z Revolution Pro

Natalii nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Jej osobę można było podziwiać przy wielu sesjach modowych oraz kosmetycznych. Zachwyca nie tylko perfekcyjnym ciałem ale też jest niesamowicie piękna. 
Wraz z marką Makeup Revolution związana jest już jakiś czas i jak sama powiedziała na wczorajszej konferencji pracowała nad swoim "makijażowym dzieckiem" prawie rok czasu. 

Revolution Pro x NATH Eyeshadow palette to kompozycja 15 odcieniach brązu, oranżu, złota oraz przepiękne odcienie fioletu. Co jak co, ale ta paleta kojarzy mi się z jednym - Jesienią! 

Co sądzicie?


Źródło: https://www.revolutionbeauty.com/fr/Revolution-Pro-x-NATH-Eyeshadow-Palette/m-6968.aspx


Sama Natalia wspominała, że największym problemem okazała się dla niej kwestia opakowania. Mi ten design bardzo przypadł do gustu i jest zwieńczeniem ciepłej kolorystyki danej palety. 

Paleta kosztuje w UK 10 funtów, więc w Polsce pewnie w graniach 50 zł. Ja swoją już zamówiłam i czekam na dostawę! Pewnie będę ją pokazywać Wam na Instagramie, więc zachęcam do obserwowania mnie.

To jednak nie wszystko, bowiem również pojawi się paleta rozświetlaczy.

Revolution Pro x Nath Highlight & Contour Palette obejmuje 6 akcentów, odcieni i konturów, które stworzone zostały po to, aby podkreślać co najpiękniejsze i zadbać o naszą promienną skórę. 

Desert - chłodny odcień konturu,
Paradise - rozświetlacz w kolorze różowego złota,
Sweet - w odcieniu bananowym,
Darling - rozświetlacz w odcieniu brzoskwiniowym,
Sweetheart - rozświetlacz w odcieniu złota,
Admirer - rozświetlacz w kolorze różowego złota.


https://www.revolutionbeauty.com/en/Revolution-Pro-x-NATH-Highlight-and-Contour-Palette/m-6969.aspx  

Warto dodać, że obie palety są z kolekcji limitowanej, więc jeżeli Wam się  podobają to chyba nie ma nad czym się zastanawiać...?

Ja zamówiłam póki co samą paletę cieni, ale ta rozświetlaczy też mnie kusi! Oh, tak.



Lab Therapy - Lirene

Lab Therapy - Lirene

Lirene Lab Therapy to linia, która opracowana jest z myślą o kobietach, które szukają produktów inspirowanych profesjonalnymi zabiegami w gabinetach kosmetycznych.

Ja sama nie mam teraz możliwości chodzenia do kosmetyczek, więc szukam produktów, które pozwolą mi zadbać o skórę samodzielnie. Z uwagi, iż staje się ona coraz bardziej wymagająca postawiłam na produkty o wysokich stężeniach składników aktywnych. Te z Lirene, bazują na kwasach, które dzięki technologii przenikania - TransdermalQ - trafiają do wewnętrznych partii naszej skóry.

Dzisiaj opiszę Wam dwa, które zagościły na moim stoliku nocnym.



Miodowa maska do masażu twarzy

Pierwszy produkt zaliczamy do kosmetyku z linii odżywczej. Zawiera w sobie ekstrakt z miodu, który działa łagodząco i zmiękczająco, kwas cytrynowy - wykazujący działanie antyoksydacyjne i rozświetlające oraz kompleks Linoleique Exclusive, który ma pomóc naszej skórze w regeneracji zwiotczałej skóry.

Na samym początku pochwalę opakowanie, ponieważ bardzo przypadło mi do gustu. Uwielbiam produkty w szklanych słoiczkach. Zawsze mam wrażenie, że wygląda to o wiele estetyczniej i ekskluzywniej. Bardzo dobrym pomysłem było również zamieszczenie instruktażu prawidłowego wykonania masażu. Jest to ukłon w stronę osób, które wcześniej nie kupowały tego typu produktów i nie wiedzą jak się do tego zabrać.

W środku opakowania znajdziemy ochronne wieczko, dzięki któremu możemy mieć pewność, że produkt się nie wyleje, bądź też zabrudzi. Po zdjęciu owego zabezpieczenia widnieje "miodzik" który mieni się cudownym, złotym brokatem. Wygląda naprawdę szalenie przyciągająco i zdecydowanie zachęca do jego użycia. Nie czekałam z testami długo, bo już pierwszego dnia zdecydowałam się go wypróbować.

Jeżeli kiedykolwiek robiliście maseczkę z prawdziwego miodu, wiecie jaka jest jego konsystencja - gęsta i lekko kleista. Taka poniekąd jest również ta maska z tym, że dodatkowo jest na tyle oleista, że bez problemu możecie ją rozsmarować, a co najważniejsze wykonać masaż.

Jestem ciepłolubna, także ucieszył mnie fakt, że podczas masażu wyczuwalne jest ciepło. Mogę śmiało napisać, że była to dla mnie przyjemność i dobrze zainwestowane cztery minuty :)

Skóra podziękowała mi za to delikatnością i miękkością, a także odczuła nawilżenie.

Lab Therapy - Serum na noc - Radical repair night 10%

Jeżeli chodzi o serum to dedykowane jest dla skóry, która potrzebuje radykalnego odmłodzenia. Nawet nie wiecie, jaka byłam ciekawa, czy ten produkt faktycznie działa. Posiadam brzydkie zmarszczki na czole i na szyi - więc szukam poniekąd ratunku, aby je chociaż odrobinkę spłycić.  

Niestety, jak to serum potrzebuje produktów dopełniających, czyli: kremu na dzień i na noc których niestety nie mam. Stosuje to z innym kremem niż zalecany, więc nie wiem czy zobaczę efekty o jakich pisze producent:
-zwiększenie gładkości 93%* zwiększenie elastyczności i sprężystości skóry 89%* ujędrnienie 89%* redukcja zmarszczek 89%* regeneracja i odżywienie skóry 93%* -

Jeżeli jesteście ciekawi, o których produktach piszę, jako tych dopełniających  podlinkowałam Wam je powyżej.

 


Przejdźmy jednak do samego serum. 

Znajdziemy tam trzy główne składniki aktywne:

Fastlift Complex - czyli kompleks napinający, który działa na naszą skórę liftingująco. Stymuluje nasz kolagen i długofalowo odmładza rysy twarzy.

Proteiny ze słodkich migdałów - dzięki którym nasza skóra staje się mocniejsza, poprawia się jej jędrność i napięcie. Przyśpiesza regenerację naskórka i co najważniejsze powoduje, iż zapobiega wiotczeniu skóry. 

Ekstrakt z brązowych alg posiada za to, wysoką zawartość fukanów, które zapewniają naszej skórze nawilżenie. Delikatnie pobudza również mikrokrążenie.

Wszystkie te składniki razem mają dać nam efekt wygładzenia, a nawet delikatną redukcję zmarszczek.

Myślę, że jest to bardzo ciekawa propozycja. Dla mnie jesień jest idealnym momentem na to, aby poświęcić skórze więcej czasu. Szczególnie, gdy za oknem widać kiepską pogodę. Dla mnie to idealna pora, aby sięganąć po wszystkie maseczki, kremy i czerpać wielką przyjemność z ich użytkowania. 

Jak dla mnie marka Lirene opracowała naprawdę warte uwagi kosmetyki. Jeżeli macie ochotę się z nimi zapoznać to kliknij TUTAJ

Ściskam,
Karolina 


The cloudy makeup

The cloudy makeup

Dzisiaj odbiegam od mody i przechodzę do działu makijaże. 

THE CLOUDY MAKEUP to poniekąd trend, który zapoczątkowała zagraniczna youtuberka @enzi_rengel. To właśnie nią zainspirowała się NikkieTutorial w swoim filmie, dzięki czemu na niego trafiłam. Efekt oczywiście mnie powalił, więc nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała go odwzorować.

Skorzystałam z wolnego dnia i sięgnęłam do mojej toaletki w poszukiwaniu kosmetyków, które przyczyniły się do stworzenia tego makijażu. Wszystkie produkty, których użyłam macie wypisane na moim Instagramie

Kiedy zobaczyłam ten niebieski odcień na powiekach od razu wiedziałam, że sięgnę po paletę Miyo - Carnival oraz Killing me softly



Najpierw nałożyłam ten ostatni cień z palety Carnival, a potem już przeszłam do tego matowego granatu.

W związku z tym, że nie mam w swoim asortymencie białego eyelinera, ani cienia do wykonania chmurki użyłam białej kredki do oczu. Poświęciłam kawałek rysika i połączyłam go z duralinem, dzięki czemu uzyskałam białą farbę.


Wewnętrzny kącik pokryłam pięknym pigmentem w odcieniu Nude Sugar. Swoją drogą to nowość, której jeszcze nie miałam okazji Wam tutaj pokazać.



Czas na rzęsy. Tutaj użyłam maskary Lancome Hypnose, która swoją drogą daje mega efekt! Jestem z niej bardzo zadowolona i tutaj jeszcze raz WIELKIE dziękuję dla Sephora Polska. Do takiego makijażu, aż się prosi o dodatkowy pasek sztucznych rzęs, więc oczywiście go przykleiłam.

Przechodzimy do rozświetlenia bez którego nie wyobrażam sobie makijażu. Tym razem próbujemy kolejnej nowości, a jest nią rozświetlacz w odcieniu Kali, który widzicie właśnie na poniższym zdjęciu. Produkt trafił nie tylko na twarz ale również dekolt. Efekty możecie zobaczyć na zdjęciach finalnych. 

Zjedź na dół :)


W związku z tym, że nie mogłam zdecydować się na jedną pomadkę, efekt finalny zobaczycie w dwóch wersjach:




Która wersja Ci się bardziej podoba?
W czerwieni, czy może w bordzie?

Mi do tej pory podobają się dwie wersje i nie potrafiłabym wybrać jednej :)

Ściskam,
Karolina

Jesienna, miejska stylizacja z BONPRIX

Jesienna, miejska stylizacja z BONPRIX

Nie wiem jak u Was, ale w Anglii czuć już jesień w powietrzu! Z jednej strony wiąże się to z chłodnymi, deszczowymi dniami i litrami gorącej herbaty... ale z drugiej strony to niesamowita okazja do pięknych, kolorowych stylizacji. 

Kilka dni temu zaczęłam się już dokładnie rozglądać za "butelkowym", zielonym kolorem płaszcza. Nie wiem, dlaczego ale mam ochotę w tym roku naprawdę zaszaleć z barwami! Cieszę się, że tutaj mam możliwość ubierania się w co chcę i nie muszę borykać się z gapiami na ulicach. 

Dzisiaj przedstawiam Wam pierwszą stylizację, która z jednej strony wydaje się kompletnie zwyczajną, ale wbrew pozorom mało kto decyduje się na połączenie bluzy z botkami na obcasie. 

Bluza jest zdecydowanie moim faworytem. Ilekroć miałam ją na sobie, otrzymywałam pytanie, gdzie ją można zakupić. Może i Wam przypadnie do gustu...? 

Z firmą Bonprix współpracuję już jakiś czas i mogę z pełną odpowiedzialnością polecić Wam jakość tych ubrań.






Dżinsy "Super Skinny" możecie zakupić TUTAJ
Botki możecie zakupić TUTAJ

Botki są bardzo, ale to bardzo wygodne! Bluza jest przeurocza... szkoda tylko, że się szybko gniecie. Nie mniej jednak te perełki są tak urocze, że można jej to wybaczyć :)

A Wy lubicie jesień? 

Z czym Wam się ona kojarzy?

Ściskam,
Karolina


#bonprix  #bonprixitsme.
Cien - Q10, Anti - Wrinkle Night Cream (Przeciwzmarszczkowy krem do twarzy na noc)

Cien - Q10, Anti - Wrinkle Night Cream (Przeciwzmarszczkowy krem do twarzy na noc)

Dzisiaj o kremie za 9 zł. Nie będę owijała w bawełnę. Miałam go kiedyś w wersji na dzień, tym razem kupiłam wersję na noc. Zdecydowałam się na niego z czystej ciekawości. Czy krem za 9 zł kupiony w supermarkecie może być w ogóle skuteczny? 



Przez chwilę zostałam bez pielęgnacji na noc. Skończył mi się krem o którym pisałam tutaj

Jest to zdecydowanie mój faworyt i na pewno do niego wrócę. Przez chwilę nie miałam jednak nic innego, a dobrze mieć cokolwiek, tak wiecie "awaryjnie". Będąc w angielskim Lidlu przypomniałam sobie o kremie Cien, który tutaj kosztuje niecałe 2f. Jest to cena tak śmieszna, że postanowiłam go zakupić i sprawdzić na własnej skórze. Miałam w głowie to, że nawet jeżeli się nie sprawdzi wykorzystam go do smarowania dłoni, czy skóry na łokciach i kolanach.

Od razu zaznaczę, że nie oczekiwałam od niego cudów, chociaż nie uważam, że produkt tańszy nie może być skuteczny. Po prostu moim jedynym oczekiwaniem było nawilżenie skóry na noc, tak aby nie była napięta i wysuszona z rana.

Oczywiście obietnic producenta jest nieco więcej:
- Ma mieć działanie przeciwzmarszczkowe,
- Regenerować naszą skórę podczas snu,
- Pielęgnować ją dzięki substancją aktywnym zawartym w kompleksie Liftan Intensive.

Może zacznijmy od konsystencji. Jest bardzo gęsta i niewielka jego ilość wystarczy na posmarowanie całej powierzchni naszej twarzy. Potrzebuje dłuższej chwili, aby się wchłonąć. Do momentu zaśnięcia czuję tłusty film na skórze. Nie czuję dyskomfortu z tego powodu, ale jestem zwolennikiem kremów, które zdecydowanie wchłaniają się szybciej.



Rano po przebudzeniu moja twarz jest lekko tłusta. Po umyciu twarzy... cóż czuję jakbym potrzebowała nawilżenia na nowo, co świadczy o tym, że produkt nie przechodzi w dalsze warstwy naszej skóry.

Ne miewam problemów skórnych, rzadko kiedy pojawiają mi się wykwity. Przy stosowaniu pojawiło mi się kilka z nich na czole co może sugerować, że krem może zapychać.

Oczywiście postanowiłam poprosić o pomoc eksperta przy pomocy analizy składu - Agnieszkę Kulawiecką. Dla tych, którzy nie wiedzą Agnieszka jest kosmetologiem i najlepszą bratnią duszą - ever.

Skład jest naprawdę kiepski. Na początek dużo emolientów, które co prawda będą zapobiegać wyparowywaniu wody ze skóry ale nie zapewniają dostania się do skóry korzystnych składników. Następnie cała masa konserwantów. Dopiero po konserwancie którego dopuszczalna ilość w kosmetykach to 1%(!) idą składniki naturalne typu masło shea, masło z nasion kakaowca, alantoina, phantenol. Gdzies w połowie składu wit E. W składzie nie pojawił się nawet kwas hialuronowy tylko sól sodowa kwasu hialuronowego. Dla skór mieszanych i tłustych na pewno spowoduje powstanie wyprysków.

Cóż, tak jak przypuszczałam skład nie jest przyjazny dla naszej skóry. W związku z tym, że widzę, że moja skóra się lekko zanieczyściła nie będę go dłużej używała, jako pielęgnacji na noc. Przeznaczę go na inne partie mojego ciała, tak aby go nie wyrzucać. 

Miałyście kiedyś ten krem? Jakie były Wasze spostrzeżenia na jego temat?

Karolina

 
Metaliczny błysk i kolor...? Propozycja dla odważnych

Metaliczny błysk i kolor...? Propozycja dla odważnych

Metaliczny makijaż to coś co na pewno wyróżni Was w tłumie. Nie jest to propozycja dla osób, które lubią delikatne makijaże, no chyba, że czeka Was prawdziwa impreza na której chcecie czuć się jak milion dolarów.
Metaliczny makijaż nie jest opcją na co dzień - jest to makijaż na prawdziwe okazje. Aby, dobrze wyglądał musicie zadbać wcześniej o to, aby cera była wypoczęta i dobrze nawilżona. Dobrze byłoby również wykonać peeling ust, aby usta prezentowały się jeszcze piękniej.

Pamiętajcie, że żadna pomadka nie będzie dobrze wyglądała, jeżeli na Waszych ustach będą widniały suche i pękające skórki. Niezawodnym sposobem na ich pozbycie będzie zrobienie peelingu. Po takim zabiegu możecie być pewne, że usta będą prezentowały się o niebo lepiej.

Przejdźmy jednak do samego makijażu. Chciałabym przedstawić Wam propozycję z użyciem jednego z czterech dostępnych kolorów z najnowszej, limitowanej edycji od marki Miyo - No01 - Natasha Fatale. 


Dokładne swatche kolorów możecie zobaczyć TUTAJ







Makijaż wykonałam w wersji wieczorowej. 

W związku z tym, że chciałam mocno zaznaczyć ten kolor postanowiłam go połączyć z mocnym granatowo - fioletowym okiem. Dokładny spis użytych kosmetyków możecie zobaczyć na moim Instagramie - > KLIK




Mnie ten kolor rozwalił na łopatki. Przyznam, ze czuje się mocno zainspirowana i na pewno pojawi się jeszcze jakiś makijaż z jej użyciem.

a Wy, drogie Panie?
Dałabyście się namówić na któryś z tych kolorów?

Ściskam,
Karolina