Noworoczne wyprzedaże - Origins

Noworoczne wyprzedaże - Origins

Mamy styczeń, a co za tym idzie - czas noworocznych wyprzedaży. W Anglii istne zakupowe szaleństwo. Ja starałam się jakoś ślepo w to nie brnąć, jednak kilka zestawów kosmetycznych (nie wiem jakim cudem... -  żartuję ;) ) trafiły do mojego koszyka. 

Jednym z nich był zestaw od marki Origins. Długo się zastanawiałam, który wybrać ale w końcu udało mi się podjąć ostateczną decyzję. Mój dylemat wynikał z tego, że o tych kosmetykach słyszałam wiele dobrego, ale osobiście jednak nic jeszcze ich nie miałam. No cóż, same kosmetyki nie należą do najtańszych jak na ceny Polskie, ale wynika to z tego, że marka głównie bazuje na składnikach roślinnych i olejkach aromatycznych.

Natura jest najważniejszym pojęciem w filozofii Origins. 

Nie będę się tutaj rozpisywać na temat dóbr które mają na swoim koncie, bo o tym możecie poczytać w internecie. Wspomnę tylko, że bardzo przykładają się do zastosowania ekologicznych metod ochrony środowiska i posadzili ponad 500 drzew na całym świecie, a to po prostu szanuję. 

Przejdę jednak do zaprezentowania Wam zestawu na który się skusiłam z wyprzedaży. Za cały zestaw zapłaciłam 21£, czyli jakieś 96zł i była to 46% obniżka. Zdecydowałam się na zestaw Wake up and Glow, bo ostatnio zauważyłam, że moja skóra poszarzała i potrzebuje solidnej dawki nawilżenia. W dodatku towarzysząca nuta pomarańczy kojarzy mi się ze słońcem i wakacjami, a z uwagi, że jestem miłośniczką cytrusowych nut to zestaw musiał trafić w moje ręce. 



Pierwszym produktem jest peeling do twarzy o pojemności 30ml. W wersji pełnowymiarowej jest to 150 ml, więc mamy tu sporą różnicę w pojemności, jednak te 30 ml daje możliwość poznania produktu i przetestowania. 

Jeżeli chodzi o moje pierwsze wrażenia to są pozytywne, ale nie obejdzie się bez jednego minusa.
Produkt jest bardziej żelem myjącym, aniżeli peelingiem. Drobinki są tak delikatne, że o pozbycie się martwego naskórka nie ma mowy. Czuć, że skóra jest oczyszczona i czysta, ale to raczej wszystko. Zobaczę jak przy dłuższym używaniu. Najbardziej istotną dla mnie kwestią jest to, żeby nie wysuszał, ale na tą chwilę muszę z szerszą opinią poczekać.



Kolejnym produktem, który znalazł się w zestawie jest krem koloryzujący i tu mamy wersję pełnowymiarową. Cena - 135 zł. Nie ukrywam - mam wielkie nadzieję co do tego produktu, bo nasłuchałam się o nim wiele dobrego, ale najbardziej sprawdzi wiosną/latem ze względu na lekką konsystencję, więc hop - produkt trafił do magicznego pudełka i czeka na swoją kolejkę.

Na stronie Sephory, możemy poczytać o jego właściwościach: 
Krem koloryzujący, który nawilża i dodaje energii. Połączenie perfekcji i ochrony w jednym prostym kroku.

Zmysłowe odkrycie:
- Mocno odżywczy krem o bogatej konsystencji, który rozświetla skórę, intensywnie nawilża i pozostawia ją jedwabiście gładką dzięki olejowi z nasion kawy i masłu Cupuaçu.
- Zwiększa nawilżenie skóry dzięki kiełkom pszenicy i jęczmienia.
- Chroni skórę przed promieniami słonecznymi dzięki połączeniu filtrów chemicznych i mineralnych, które dają szerokie spektrum ochrony SPF w lekkiej beztłuszczowej formule.
- Zapewnia delikatną koloryzację skóry dzięki technologii pigmentów mineralnych.
- Odświeża i pobudza zmysły dzięki kompozycji olejków eterycznych z grejpfruta, cytryny i mięty zielonej.


Krem do twarzy również znalazł się w zestawie. Pokochałam go od pierwszego... użycia :)
Pięknie rozświetla cerę i pachnie... obłędnie. Skóra jest po jego użyciu jakaś bardziej świeża i promieniuje zdrowym wyglądem. Może to zabrzmiało jak z hasło z reklamy, ale jakoś inne słowa nie przychodzą mi do głowy. Tak się właśnie czuje po jego użyciu.  Krem wchłania się ekspresowo, więc świetnie spisuje się pod makijaż.

W zestawie mamy pojemność 30ml, więc nie jest źle. W standardowej - 50ml, więc nie wiele więcej. Cena regularna to 105 zł.



Ostatni produkt - krem pod oczy i uwaga! o pojemności 5ml (nie wiem czy się śmiać czy płakać) no ale to bardzo niewiele. W wersji standardowej 15ml - co daje koszt 125zł - trochę dużo. Produkt zawiera rozświetlające drobinki, więc trzeba z nim uważać. Może w tym tkwi sekret tego, że jest wydajny...?
Póki co nie testowałam. Czeka, ale prezentuje się naprawdę miniaturowo...



W pudełku znalazła się również ekologiczna kosmetyczka, która jest w stanie pomieścić owy zestaw.
Ten i wiele innych zestawów możecie zamówić TUTAJ
 

Jak Wam się podoba taki zestaw? Chciałybyście taki otrzymać, albo go zakupić dla siebie?

Ściskam,
Karolina

Paleta cieni Natalii Siwiec we współpracy z Revolution Pro

Paleta cieni Natalii Siwiec we współpracy z Revolution Pro

Makeup Revolution to marka, która w bardzo szybkim tempie się rozwija. Kiedy mieszkałam jeszcze w Polsce, czyli jakiś rok temu można było zamówić ich kosmetyki tylko online. 

Teraz mamy nie tylko Makeup Revolution ale też Revolution Pro, która zaskakuje jakością jeszcze bardziej.

Po mojej przeprowadzce do Anglii, miałam możliwość obserwowania tej całej rewolucji na rynku kosmetycznym z bliska. W drogeriach zaczęli wycofywać półki Freedom, a na ich miejsce stawiane były inne, mocno wyróżniające stoiska Revolution Pro. Fajnie, że mieszkając w Anglii miałam patrzenia na tą przemianę z bliska...

Aktualnie w Polsce ich produkty można kupić już nie tylko online ale w drogeriach Hebe i Rossmannie. Brawo! 

Natalia Siwiec we współpracy z Revolution Pro

Przechodzę już prawie do sedna, ale najpierw zacznę od pierwszej niezbyt moim zdaniem współpracy z Maxineczką. Absolutnie nie chcę nikogo urazić, ale paleta uczciwie mówiąc nie jest godna polecenia. Przykro mi. 
Nie mniej jednak grono fanów podbiło niesamowicie jej sprzedaż i okej- rozumiem to. Jakby nie patrzeć jest to jej sukces i w pełni na niego zasługuje po tylu latach pracy na Polskim Youtubie. 

Dzisiaj o drugiej współpracy, o której pisałam niedawno w Beauty News, a mianowicie dwóch paletkach, które zostały stworzone pod okiem Natalii Siwiec. 

Pierwsza moja myśl: "Dlaczego, Natalia Siwiec?" Jest przepiękną, wpływową modelką, ale nie ukrywajmy, doświadczenia w danej branży wcześniej nie miała, chyba, że coś mi umknęło. 

Nie mniej jednak zaskoczenie! Spojrzałam na te palety w internecie i podjęłam bardzo szybką decyzję:

                                                                           "Muszę mieć tą paletę cieni..."

Jak powiedziałam, tak zrobiłam. Paleta przyszła do mnie w zaskakująco szybkim tempie kolejnego dnia. Był to dokładnie 18 października, czyli dwa dni przed premierą w Polsce.


Sam makijaż na zdjęciu wykonany był podczas nagrywania filmu -> test pierwsze wrażenie, które możecie zobaczyć TUTAJ



Nie wiem czy Wam, ale mnie design się bardzo podoba. Piękne, burgundowe opakowanie z idealnie dopasowanymi wewnątrz kolorami na daną porę roku. 

Paleta zawiera 15 cieni, które moim zdaniem bardzo dobrze się aplikują i jeszcze lepiej blendują na oku. Jeżeli chodzi o samą kolorystkę to zawiera różne odcienie brązu, oranżu, złota i róży. Znajdziemy tam również dwa odcienie fioletu i całkiem niezłą czerń. Dzięki takiemu zestawowi można stworzyć nią zarówno makijaż dzienny jak i wieczorowy, więc cenię ją za uniwersalność. 

Minusem jaki zauważyłam jest nieszczęsna klapka, która nie pozwala na pozostawienie otwartej palety. Mi to bardzo przeszkadza, bo muszę ją przytrzymywać przy dokładaniu cieni, a wolałabym mieć lewą rękę wolną np. na kawę :) To trochę zabiera czasu, bo jak wiecie nie da się nałożyć cienia "na zapas". 

Muszę też wspomnieć o tym, że cienie się dosyć mocno osypują. Nie mniej jednak coś za coś, chcemy mieć fajne miękkie cienie, to nie mogą być one mocno sprasowane. Mi to osobiście nie przeszkadza. Po prostu częściej strzepuję pędzel i to wszystko. 

Uważam, że za cenę 50zł (W Anglii 8-10funtów) mamy bardzo dobrą jakość. Palety używam na co dzień i jest wystarczająca. Nie zauważyłam blednięcia koloru na powiece co jest niewątpliwym jej plusem. 




Ściskam,
Karolina





Halloween Makeup 2018

Halloween Makeup 2018

Mamy 31 października, a to oznacza tylko jedno w Anglii. Świętujemy Halloween. Jedni bardziej, drudzy mniej, ale to wynika z mieszanki kulturowej, jaką mamy tutaj okazję obserwować oraz naszych tradycji.

Dla mnie to nadal dzień przed Wszystkimi Świętymi, czyli okresem zadumy. Nie mniej jednak, czas Halloween w świecie beauty jest mega kreatywnym czasem i co roku mam ochotę chociaż trochę pobawić się artystycznie. Chciałoby się więcej, ale ilość czasu, którą trzeba poświęcić na dobrą charakteryzację była dla mnie nieosiągalna. Postawiłam sobie jednak, pewien cel na przyszły rok i będę się mocno starać, aby się udało go zrealizować.

Dzisiaj chciałam pokazać dwie propozycje na Halloween Makeup 2018




Tutaj wersja trochę bardziej krwawa, a mianowicie poparzona twarz z gołym mięskiem i krwią. Oczywiście sztuczną. Na Instagramie pojawił się nawet krótki tutorial danej charakteryzacji, jeżeli masz ochotę zobacz -----> TUTAJ

W związku z tym, że boje się pająków postanowiłam pobawić tym motywem przy kolejnym makijażu. Efekt? 

Zobaczcie sami,



A Wy bawicie się na Halloween?
 Czy siedzicie w domu, tak jak ja i zajadacie słodkości?

Ściskam,
Karolina



Beauty news - Revolution Pro

Beauty news - Revolution Pro

Od 20 października, czyli niebawem na półkach sklepów Rossmann oraz w sklepach internetowych pojawi się nowiutka, świeżutka paleta cieni, która powstała we współpracy Natalii Siwiec z Revolution Pro

Natalii nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Jej osobę można było podziwiać przy wielu sesjach modowych oraz kosmetycznych. Zachwyca nie tylko perfekcyjnym ciałem ale też jest niesamowicie piękna. 
Wraz z marką Makeup Revolution związana jest już jakiś czas i jak sama powiedziała na wczorajszej konferencji pracowała nad swoim "makijażowym dzieckiem" prawie rok czasu. 

Revolution Pro x NATH Eyeshadow palette to kompozycja 15 odcieniach brązu, oranżu, złota oraz przepiękne odcienie fioletu. Co jak co, ale ta paleta kojarzy mi się z jednym - Jesienią! 

Co sądzicie?


Źródło: https://www.revolutionbeauty.com/fr/Revolution-Pro-x-NATH-Eyeshadow-Palette/m-6968.aspx


Sama Natalia wspominała, że największym problemem okazała się dla niej kwestia opakowania. Mi ten design bardzo przypadł do gustu i jest zwieńczeniem ciepłej kolorystyki danej palety. 

Paleta kosztuje w UK 10 funtów, więc w Polsce pewnie w graniach 50 zł. Ja swoją już zamówiłam i czekam na dostawę! Pewnie będę ją pokazywać Wam na Instagramie, więc zachęcam do obserwowania mnie.

To jednak nie wszystko, bowiem również pojawi się paleta rozświetlaczy.

Revolution Pro x Nath Highlight & Contour Palette obejmuje 6 akcentów, odcieni i konturów, które stworzone zostały po to, aby podkreślać co najpiękniejsze i zadbać o naszą promienną skórę. 

Desert - chłodny odcień konturu,
Paradise - rozświetlacz w kolorze różowego złota,
Sweet - w odcieniu bananowym,
Darling - rozświetlacz w odcieniu brzoskwiniowym,
Sweetheart - rozświetlacz w odcieniu złota,
Admirer - rozświetlacz w kolorze różowego złota.


https://www.revolutionbeauty.com/en/Revolution-Pro-x-NATH-Highlight-and-Contour-Palette/m-6969.aspx  

Warto dodać, że obie palety są z kolekcji limitowanej, więc jeżeli Wam się  podobają to chyba nie ma nad czym się zastanawiać...?

Ja zamówiłam póki co samą paletę cieni, ale ta rozświetlaczy też mnie kusi! Oh, tak.



Lab Therapy - Lirene

Lab Therapy - Lirene

Lirene Lab Therapy to linia, która opracowana jest z myślą o kobietach, które szukają produktów inspirowanych profesjonalnymi zabiegami w gabinetach kosmetycznych.

Ja sama nie mam teraz możliwości chodzenia do kosmetyczek, więc szukam produktów, które pozwolą mi zadbać o skórę samodzielnie. Z uwagi, iż staje się ona coraz bardziej wymagająca postawiłam na produkty o wysokich stężeniach składników aktywnych. Te z Lirene, bazują na kwasach, które dzięki technologii przenikania - TransdermalQ - trafiają do wewnętrznych partii naszej skóry.

Dzisiaj opiszę Wam dwa, które zagościły na moim stoliku nocnym.



Miodowa maska do masażu twarzy

Pierwszy produkt zaliczamy do kosmetyku z linii odżywczej. Zawiera w sobie ekstrakt z miodu, który działa łagodząco i zmiękczająco, kwas cytrynowy - wykazujący działanie antyoksydacyjne i rozświetlające oraz kompleks Linoleique Exclusive, który ma pomóc naszej skórze w regeneracji zwiotczałej skóry.

Na samym początku pochwalę opakowanie, ponieważ bardzo przypadło mi do gustu. Uwielbiam produkty w szklanych słoiczkach. Zawsze mam wrażenie, że wygląda to o wiele estetyczniej i ekskluzywniej. Bardzo dobrym pomysłem było również zamieszczenie instruktażu prawidłowego wykonania masażu. Jest to ukłon w stronę osób, które wcześniej nie kupowały tego typu produktów i nie wiedzą jak się do tego zabrać.

W środku opakowania znajdziemy ochronne wieczko, dzięki któremu możemy mieć pewność, że produkt się nie wyleje, bądź też zabrudzi. Po zdjęciu owego zabezpieczenia widnieje "miodzik" który mieni się cudownym, złotym brokatem. Wygląda naprawdę szalenie przyciągająco i zdecydowanie zachęca do jego użycia. Nie czekałam z testami długo, bo już pierwszego dnia zdecydowałam się go wypróbować.

Jeżeli kiedykolwiek robiliście maseczkę z prawdziwego miodu, wiecie jaka jest jego konsystencja - gęsta i lekko kleista. Taka poniekąd jest również ta maska z tym, że dodatkowo jest na tyle oleista, że bez problemu możecie ją rozsmarować, a co najważniejsze wykonać masaż.

Jestem ciepłolubna, także ucieszył mnie fakt, że podczas masażu wyczuwalne jest ciepło. Mogę śmiało napisać, że była to dla mnie przyjemność i dobrze zainwestowane cztery minuty :)

Skóra podziękowała mi za to delikatnością i miękkością, a także odczuła nawilżenie.

Lab Therapy - Serum na noc - Radical repair night 10%

Jeżeli chodzi o serum to dedykowane jest dla skóry, która potrzebuje radykalnego odmłodzenia. Nawet nie wiecie, jaka byłam ciekawa, czy ten produkt faktycznie działa. Posiadam brzydkie zmarszczki na czole i na szyi - więc szukam poniekąd ratunku, aby je chociaż odrobinkę spłycić.  

Niestety, jak to serum potrzebuje produktów dopełniających, czyli: kremu na dzień i na noc których niestety nie mam. Stosuje to z innym kremem niż zalecany, więc nie wiem czy zobaczę efekty o jakich pisze producent:
-zwiększenie gładkości 93%* zwiększenie elastyczności i sprężystości skóry 89%* ujędrnienie 89%* redukcja zmarszczek 89%* regeneracja i odżywienie skóry 93%* -

Jeżeli jesteście ciekawi, o których produktach piszę, jako tych dopełniających  podlinkowałam Wam je powyżej.

 


Przejdźmy jednak do samego serum. 

Znajdziemy tam trzy główne składniki aktywne:

Fastlift Complex - czyli kompleks napinający, który działa na naszą skórę liftingująco. Stymuluje nasz kolagen i długofalowo odmładza rysy twarzy.

Proteiny ze słodkich migdałów - dzięki którym nasza skóra staje się mocniejsza, poprawia się jej jędrność i napięcie. Przyśpiesza regenerację naskórka i co najważniejsze powoduje, iż zapobiega wiotczeniu skóry. 

Ekstrakt z brązowych alg posiada za to, wysoką zawartość fukanów, które zapewniają naszej skórze nawilżenie. Delikatnie pobudza również mikrokrążenie.

Wszystkie te składniki razem mają dać nam efekt wygładzenia, a nawet delikatną redukcję zmarszczek.

Myślę, że jest to bardzo ciekawa propozycja. Dla mnie jesień jest idealnym momentem na to, aby poświęcić skórze więcej czasu. Szczególnie, gdy za oknem widać kiepską pogodę. Dla mnie to idealna pora, aby sięganąć po wszystkie maseczki, kremy i czerpać wielką przyjemność z ich użytkowania. 

Jak dla mnie marka Lirene opracowała naprawdę warte uwagi kosmetyki. Jeżeli macie ochotę się z nimi zapoznać to kliknij TUTAJ

Ściskam,
Karolina 


The cloudy makeup

The cloudy makeup

Dzisiaj odbiegam od mody i przechodzę do działu makijaże. 

THE CLOUDY MAKEUP to poniekąd trend, który zapoczątkowała zagraniczna youtuberka @enzi_rengel. To właśnie nią zainspirowała się NikkieTutorial w swoim filmie, dzięki czemu na niego trafiłam. Efekt oczywiście mnie powalił, więc nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała go odwzorować.

Skorzystałam z wolnego dnia i sięgnęłam do mojej toaletki w poszukiwaniu kosmetyków, które przyczyniły się do stworzenia tego makijażu. Wszystkie produkty, których użyłam macie wypisane na moim Instagramie

Kiedy zobaczyłam ten niebieski odcień na powiekach od razu wiedziałam, że sięgnę po paletę Miyo - Carnival oraz Killing me softly



Najpierw nałożyłam ten ostatni cień z palety Carnival, a potem już przeszłam do tego matowego granatu.

W związku z tym, że nie mam w swoim asortymencie białego eyelinera, ani cienia do wykonania chmurki użyłam białej kredki do oczu. Poświęciłam kawałek rysika i połączyłam go z duralinem, dzięki czemu uzyskałam białą farbę.


Wewnętrzny kącik pokryłam pięknym pigmentem w odcieniu Nude Sugar. Swoją drogą to nowość, której jeszcze nie miałam okazji Wam tutaj pokazać.



Czas na rzęsy. Tutaj użyłam maskary Lancome Hypnose, która swoją drogą daje mega efekt! Jestem z niej bardzo zadowolona i tutaj jeszcze raz WIELKIE dziękuję dla Sephora Polska. Do takiego makijażu, aż się prosi o dodatkowy pasek sztucznych rzęs, więc oczywiście go przykleiłam.

Przechodzimy do rozświetlenia bez którego nie wyobrażam sobie makijażu. Tym razem próbujemy kolejnej nowości, a jest nią rozświetlacz w odcieniu Kali, który widzicie właśnie na poniższym zdjęciu. Produkt trafił nie tylko na twarz ale również dekolt. Efekty możecie zobaczyć na zdjęciach finalnych. 

Zjedź na dół :)


W związku z tym, że nie mogłam zdecydować się na jedną pomadkę, efekt finalny zobaczycie w dwóch wersjach:




Która wersja Ci się bardziej podoba?
W czerwieni, czy może w bordzie?

Mi do tej pory podobają się dwie wersje i nie potrafiłabym wybrać jednej :)

Ściskam,
Karolina

Jesienna, miejska stylizacja z BONPRIX

Jesienna, miejska stylizacja z BONPRIX

Nie wiem jak u Was, ale w Anglii czuć już jesień w powietrzu! Z jednej strony wiąże się to z chłodnymi, deszczowymi dniami i litrami gorącej herbaty... ale z drugiej strony to niesamowita okazja do pięknych, kolorowych stylizacji. 

Kilka dni temu zaczęłam się już dokładnie rozglądać za "butelkowym", zielonym kolorem płaszcza. Nie wiem, dlaczego ale mam ochotę w tym roku naprawdę zaszaleć z barwami! Cieszę się, że tutaj mam możliwość ubierania się w co chcę i nie muszę borykać się z gapiami na ulicach. 

Dzisiaj przedstawiam Wam pierwszą stylizację, która z jednej strony wydaje się kompletnie zwyczajną, ale wbrew pozorom mało kto decyduje się na połączenie bluzy z botkami na obcasie. 

Bluza jest zdecydowanie moim faworytem. Ilekroć miałam ją na sobie, otrzymywałam pytanie, gdzie ją można zakupić. Może i Wam przypadnie do gustu...? 

Z firmą Bonprix współpracuję już jakiś czas i mogę z pełną odpowiedzialnością polecić Wam jakość tych ubrań.






Dżinsy "Super Skinny" możecie zakupić TUTAJ
Botki możecie zakupić TUTAJ

Botki są bardzo, ale to bardzo wygodne! Bluza jest przeurocza... szkoda tylko, że się szybko gniecie. Nie mniej jednak te perełki są tak urocze, że można jej to wybaczyć :)

A Wy lubicie jesień? 

Z czym Wam się ona kojarzy?

Ściskam,
Karolina


#bonprix  #bonprixitsme.
Cien - Q10, Anti - Wrinkle Night Cream (Przeciwzmarszczkowy krem do twarzy na noc)

Cien - Q10, Anti - Wrinkle Night Cream (Przeciwzmarszczkowy krem do twarzy na noc)

Dzisiaj o kremie za 9 zł. Nie będę owijała w bawełnę. Miałam go kiedyś w wersji na dzień, tym razem kupiłam wersję na noc. Zdecydowałam się na niego z czystej ciekawości. Czy krem za 9 zł kupiony w supermarkecie może być w ogóle skuteczny? 



Przez chwilę zostałam bez pielęgnacji na noc. Skończył mi się krem o którym pisałam tutaj

Jest to zdecydowanie mój faworyt i na pewno do niego wrócę. Przez chwilę nie miałam jednak nic innego, a dobrze mieć cokolwiek, tak wiecie "awaryjnie". Będąc w angielskim Lidlu przypomniałam sobie o kremie Cien, który tutaj kosztuje niecałe 2f. Jest to cena tak śmieszna, że postanowiłam go zakupić i sprawdzić na własnej skórze. Miałam w głowie to, że nawet jeżeli się nie sprawdzi wykorzystam go do smarowania dłoni, czy skóry na łokciach i kolanach.

Od razu zaznaczę, że nie oczekiwałam od niego cudów, chociaż nie uważam, że produkt tańszy nie może być skuteczny. Po prostu moim jedynym oczekiwaniem było nawilżenie skóry na noc, tak aby nie była napięta i wysuszona z rana.

Oczywiście obietnic producenta jest nieco więcej:
- Ma mieć działanie przeciwzmarszczkowe,
- Regenerować naszą skórę podczas snu,
- Pielęgnować ją dzięki substancją aktywnym zawartym w kompleksie Liftan Intensive.

Może zacznijmy od konsystencji. Jest bardzo gęsta i niewielka jego ilość wystarczy na posmarowanie całej powierzchni naszej twarzy. Potrzebuje dłuższej chwili, aby się wchłonąć. Do momentu zaśnięcia czuję tłusty film na skórze. Nie czuję dyskomfortu z tego powodu, ale jestem zwolennikiem kremów, które zdecydowanie wchłaniają się szybciej.



Rano po przebudzeniu moja twarz jest lekko tłusta. Po umyciu twarzy... cóż czuję jakbym potrzebowała nawilżenia na nowo, co świadczy o tym, że produkt nie przechodzi w dalsze warstwy naszej skóry.

Ne miewam problemów skórnych, rzadko kiedy pojawiają mi się wykwity. Przy stosowaniu pojawiło mi się kilka z nich na czole co może sugerować, że krem może zapychać.

Oczywiście postanowiłam poprosić o pomoc eksperta przy pomocy analizy składu - Agnieszkę Kulawiecką. Dla tych, którzy nie wiedzą Agnieszka jest kosmetologiem i najlepszą bratnią duszą - ever.

Skład jest naprawdę kiepski. Na początek dużo emolientów, które co prawda będą zapobiegać wyparowywaniu wody ze skóry ale nie zapewniają dostania się do skóry korzystnych składników. Następnie cała masa konserwantów. Dopiero po konserwancie którego dopuszczalna ilość w kosmetykach to 1%(!) idą składniki naturalne typu masło shea, masło z nasion kakaowca, alantoina, phantenol. Gdzies w połowie składu wit E. W składzie nie pojawił się nawet kwas hialuronowy tylko sól sodowa kwasu hialuronowego. Dla skór mieszanych i tłustych na pewno spowoduje powstanie wyprysków.

Cóż, tak jak przypuszczałam skład nie jest przyjazny dla naszej skóry. W związku z tym, że widzę, że moja skóra się lekko zanieczyściła nie będę go dłużej używała, jako pielęgnacji na noc. Przeznaczę go na inne partie mojego ciała, tak aby go nie wyrzucać. 

Miałyście kiedyś ten krem? Jakie były Wasze spostrzeżenia na jego temat?

Karolina

 
Metaliczny błysk i kolor...? Propozycja dla odważnych

Metaliczny błysk i kolor...? Propozycja dla odważnych

Metaliczny makijaż to coś co na pewno wyróżni Was w tłumie. Nie jest to propozycja dla osób, które lubią delikatne makijaże, no chyba, że czeka Was prawdziwa impreza na której chcecie czuć się jak milion dolarów.
Metaliczny makijaż nie jest opcją na co dzień - jest to makijaż na prawdziwe okazje. Aby, dobrze wyglądał musicie zadbać wcześniej o to, aby cera była wypoczęta i dobrze nawilżona. Dobrze byłoby również wykonać peeling ust, aby usta prezentowały się jeszcze piękniej.

Pamiętajcie, że żadna pomadka nie będzie dobrze wyglądała, jeżeli na Waszych ustach będą widniały suche i pękające skórki. Niezawodnym sposobem na ich pozbycie będzie zrobienie peelingu. Po takim zabiegu możecie być pewne, że usta będą prezentowały się o niebo lepiej.

Przejdźmy jednak do samego makijażu. Chciałabym przedstawić Wam propozycję z użyciem jednego z czterech dostępnych kolorów z najnowszej, limitowanej edycji od marki Miyo - No01 - Natasha Fatale. 


Dokładne swatche kolorów możecie zobaczyć TUTAJ







Makijaż wykonałam w wersji wieczorowej. 

W związku z tym, że chciałam mocno zaznaczyć ten kolor postanowiłam go połączyć z mocnym granatowo - fioletowym okiem. Dokładny spis użytych kosmetyków możecie zobaczyć na moim Instagramie - > KLIK




Mnie ten kolor rozwalił na łopatki. Przyznam, ze czuje się mocno zainspirowana i na pewno pojawi się jeszcze jakiś makijaż z jej użyciem.

a Wy, drogie Panie?
Dałabyście się namówić na któryś z tych kolorów?

Ściskam,
Karolina

Kosmetyczne zaskoczenie miesiąca

Kosmetyczne zaskoczenie miesiąca

Ten tytuł to prawda. Odkryłam produkt , który zasługuje na prawdziwą uwagę. Będzie to kosmetyk dla miłośników pielęgnacji nocnej, a mowa tutaj o kremie na noc marki Burt's Bees.

 

Jeszcze w czerwcu nie wiedziałam kompletnie o jego istnieniu, ani nawet nie słyszałam. Gdyby nie to, że otrzymałam go jako prezent do zrobionych zakupów pewnie bym na niego w ogóle nie trafiła. 
Krem trafił do mnie w mniejszym opakowaniu o pojemności 18,9 g (wielkości palca u ręki), co dało możliwość przetestowania go dłużej. W wersji pełnowymiarowej posiada, aż 55gram.

Nie mniej jednak, mniejsza pojemność wystarczyła mi na ponad miesiąc i póki co jest jeszcze go trochę w opakowaniu, więc mogę spokojnie napisać, że jest wydajny.

Według zapewnień producenta krem zawiera w swoim składzie, aż 99 % składników naturalnych. Bardzo mnie to zaciekawiło i postanowiłam potwierdzić to szerszą analizą składu, którą dokonała Agnieszka Kulawiecka, kosmetolog z wieloletnim doświadczeniem.

Skład:
aqua, helianthus annuus seed oil, glycerin, cetyl alcohol, stearic acid, sucrose stearate, lonicera japonica flower extract, lonicera caprifolium flower extract, calendula officinalis flower extract, hydrastis canadensis extract, hamamelis virginiana leaf extract, butyrospermum parkii butter, royal jelly, sucrose polystearate, hydrolyzed jojoba esters, xanthan gum, kaolin, lecithin, tocopherol, sodium phytate, citric acid, glycine soja oil, jojoba esters, alcohol, parfum*, phenoxyethanol, benzyl salicylate, limonene, linalool *Natural fragrance / *Parfum nature  

Skład na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo obszerny. Po głębszej analizie okazuje się, jednak, że produkt zawiera dużo składników dobroczynnych. Pierwszym z nich jest olej z nasion słonecznika, który jest bogaty w witaminę E i nienasycone kwasy tłuszczowe, co powoduje działanie okluzyjne i naprawcze. Na pewno dedykowałabym go dla cer suchych, odwodnionych. Krem posiada bardzo dużo składników o działaniu naprawczym jak: aloes, mleczko pszczele, oraz łagodzących, jak szałwia i świetlik.

Z kolei chmiel, rozmaryn, pokrzywa i kora brzozy zawierają dużo składników antyseptycznych. Posiadaczki cer problematycznych muszą uważać ze względu na podstawowy składnik oleju słonecznikowego i koalinu. 

Substancje zapachowe znajdują się wysoko w składzie, które w tym przypadku uważam, że są zbędne. Produktu nie polecam dla alergików.

Jak widzicie zapewnienia producenta jeżeli chodzi o skład i właściwości zostały tutaj spełnione. W mojej opinii produkt jest godny polecenia i na pewno zakupię wersję pełnowymiarową. Skóra po przebudzeniu się miękka i pięknie rozświetlona. Czuję, że skóra jest odżywiona i zrewitalizowana. 

Nie mogę nie wspomnieć tutaj o pięknym, lekko miodowym zapachu. Mi on absolutnie nie przeszkadza, a wręcz nakładanie go na noc sprawia mi dużą przyjemność i daje uczucie relaksu. 

Jeżeli chodzi o cenę to w UK kosztuje w granicach 20 funtów. W Polsce kosztuje 110zł. Produkty nie są testowane na zwierzętach. 

Z wielką chęcią sprawdzę inne produkty tej marki. 

Ściskam,
Karolina




Oparzenie słoneczne... co robić?

Oparzenie słoneczne... co robić?

Mamy środek lata i upały. Dla większości ludzi oznacza to jedno - czas urlopu. Tak się złożyło, że nie musimy wyjeżdżać do ciepłych krajów, aby zażyć słońca, bo ostatnio w Europie zrobiło się istne "piekiełko". 

Na kilku grupach związanych stricte z kosmetyką pojawia się sporo zapytań o wszelakie wysypki, oparzenia dla skóry, której nie posłużyło słońce. Często niestety przy tym pojawia się gorączka i gęsia skóra. Jest to niestety efekt uboczny nadmiernego opalania, ale dzisiaj chciałabym Wam przedstawić kilka sposobów na uśmierzenie bólu spowodowanego pieczeniem, swędzeniem i opalenizną na "raka". 

Zanim jednak przedstawię Wam kilka z nich, pamiętajcie o tym, żeby stosować filtry słoneczne. Dzięki nim nasza skóra pozostanie zdrowa i wolno się zestarzeje. Najlepiej nałożyć go 20 minut przed wyjściem na słońce i powtarzać ten zabieg co 2-3 godziny, szczególnie jeżeli często korzystacie z kąpieli słonecznych.





Jeżeli jednak zastosujecie za niski filtr, albo z niego zrezygnujecie to niestety duże prawdopodobieństwo, że oparzenie będzie dla Was tematem bliskim.

Swoją drogą polecam genialną komedię "Dziewczyna moich koszmarów", której owy przykład idealnie wpasował się do dzisiejszego wpisu. 


1. Ogórkowo - maślankowa mieszanka

Do tej mieszanki potrzebujemy świeżego ogórka. Im bardziej świeży tym lepszy. Musicie go pokroić na plasterki (ze skórą) i zalać szklanką maślanki. Dobrze kiedy ta mikstura poleży z godzinę. Wtedy ogórek puści sok. Po tym czasie należy zmoczyć przygotowaną wcześniej gazę i przyłożyć do skóry na 10 minut. Następnie zmywamy wodą.

2. Aloes

Na chwilę obecną nie znam lepszego sposobu na oparzenia, niż aloes. Pomaga bardzo szybko i przynosi ulgę. Najlepiej jak mamy świeżego liścia, ale dobry będzie też żel. Najlepiej zakupić ten, który w 99% składa się z tej rośliny. W ogóle jest trochę takim cudem botanicznym, który pozwala pielęgnować w sposób idealny pielęgnować naszą skórę. Jest dobry na wszelakie rany, uszkodzenia, oparzenia, odmrożenia, więc jeżeli jeszcze nie masz go w swoich zbiorach to koniecznie to musisz nadrobić.
 

Jeżeli wybierasz się na Wyspy Kanaryjskie to tam jest idealne miejsce na zakup świetnych kosmetyków, które są na bazie aloesu. 


3. Papka z siemienia lnianego

Jeżeli masz w domu nasiona siemienia lnianego możesz go wykorzystać. 3 łyżki zalewasz 2 łyżkami wody i gotujesz. Powstanie coś w rodzaju "kisielu". Będzie gęsty i kleisty. Odstawiasz do wystygnięcia, a potem wsadzasz do lodówki na 10 minut. Najlepiej będzie jak naniesiesz go gazą na ciało. Wystarczy 10 minut, by poczuć ulgę. 

4. Koper włoski

Kiedyś jak potrzebowałam ratunku znalazłam taki sposób. Trochę pomogło, więc opiszę ją również Wam. 

Jeżeli posiadasz herbatę z suszonym owocem kopru włoskiego, możesz ją tutaj wykorzystać. Wystarczy, że zaparzysz jedną saszetkę i odstawisz do wystygnięcia. Potem pozostaje zwilżyć ręcznik lub gazę i przyłożyć do skóry. 

 
Jeżeli znacie jakieś sposoby, które warto poznać to koniecznie mi o nich napiszcie! 

Ściskam,
Karolina

"To na co wydasz teraz te pieniądze?

"To na co wydasz teraz te pieniądze?

 Już w liceum spotkałam się z niewłaściwym zachowaniem mojej nauczycielki biologii. Klasyfikowała ludzi na podstawie wykształcenia i miejsca pracy rodziców. Pierwsza klasa... stres, a ona wyskakuje z pytaniem: "Czym się zajmują Twoi rodzice"?

Od Twojej odpowiedzi zależało w której ławce usiądziesz.

Jeżeli Twoi rodzice byli wyżej postawieni, mogłaś/eś być pewien, że skończysz klasę nie tylko z wysoką oceną na świadectwie, ale też będziesz mieć luzy. 

Serio?

Pytanie kierowane jest do młodej osoby, która chce wypaść jak najlepiej wśród swoich rówieśników. Co odpowiada i jak to wpływa na jego światopogląd? Odpowiedzcie sobie sami.



NIETAKTOWNE PYTANIA

Nawet nie wiecie, ile razy spotkałam się z nietaktownymi pytaniami. Najbardziej bawi mnie to, że ludzie nie mają pojęcia nawet o tym, że tak właśnie jest. Jadą z grubej rury... jak nie odpowiesz to zadają kolejne i kolejne.. i tak dalej. Byle tylko zaspokoić swoją ciekawość. 

Często niestety kończy się to moim dyskomfortem, bo przecież chce być miła, a odpowiedź "a co Cię to obchodzi" nie jest zbyt grzeczna, prawda?

GDZIE PRACUJESZ I ILE ZARABIASZ?

"Ile zarabiasz?" albo "Ile dałaś?" to moje dwa najbardziej znienawidzone pytania. To nie jest tak, że nie umiem rozmawiać o pieniądzach, ale nie znoszę, kiedy ktoś zagląda mi w portfel. 

Jeżeli chce taką rzecz ujawnić i rozmawiam z kimś zaufanym to nie mam z tym problemu. Osoby, które są blisko mnie w rodzinie doskonale znają naszą sytuację. Tylko jest jedna zasadnicza sprawa! Trzeba wiedzieć z kim się rozmawia. 

"...serio za to tyle zapłaciłaś? Ja bym za to tyle nie dała..."
 *

"To na co wydasz teraz tę kasę?" 
*

"Ile dałaś? O matko... drogo!"
*

"Czemu to kupiłaś...?"

 *
"Przepłaciłaś! Widziałam to taniej..."

*
"Po co chcesz to kupić?"


Niestety doświadczenie mnie nauczyło, że nie wszyscy ludzie potrafią rozmawiać o pieniądzach. Dużo ludzi nie potrafi przyjąć czegoś na klatę, tylko próbuje się prześcigać. Jeżeli za dobrze Ci się wiedzie, a on jest na podobnym stanowisku możesz być pewna, że jego oczy patrzą... nie tylko na to jak pracujesz, ale też JAK TY TO ROBISZ...?


PRACA W KORPO

Najbardziej widać takie zachowania we wszystkich filarach sprzedażowych w korporacjach. Pracowałam w jednej z nich ponad 3 lata. Kiedy osiągałam wysokie wyniki, wiele osób patrzyło na moją pracę. Czułam się śledzona i zaczęło mnie to wkurzać to granic możliwości. 
Zaczęło się powielanie moich "technik sprzedażowych" i kopiowanie. Sęk w tym, że większości to nie wiele dawało, bo nigdy nie pracowałam jakimiś określonymi technikami. Po prostu posiadam umiejętności, które pozwalają osiągać wysokie wyniki. Pracowałam intuicyjnie i przynosiło to skutki. 

Na pewno nie zdziwicie się, jeżeli napiszę, że w korporacjach nie napędza Cię tylko kasa.. ale też wszelkie inne bonifikaty. Kiedy zdobywałam część z nich pojawiały się pytania "A co Ty z tym zrobisz?" albo "To ile hajsu zgarnęłaś?" Czułam się wtedy, jakbym dostała w twarz. Zero gratulacji czy czegoś w tym stylu znajomych z zespołu, oprócz tych najbliższych z którymi się po prostu trzymałam. Dla większości jesteś konkurencją... takim robakiem, którego szybko trzeba nadepnąć.


Z CZEGO ŻYJESZ...?
  
Od jednej z Was otrzymałam mega istotny komentarz!

"Jako że pracuje projektowo często w domu to ciągle słyszę pytanie z czego ja właściwie żyje, że mnie tak stać na wszytko, a nie chodzę do pracy. 
Rozumiem że kogoś to interesuje ale walenie takim pytaniem prosto z mostu na "dzień dobry" uważam za nietaktowne.

 
NIE KAŻDY MUSI MIEĆ DZIECI

Serio. Nie dla każdego priorytetem jest dziecko. Niech każdy żyje jak chce i jak mu się podoba. Po co napierać i namawiać kobiety, które nie chcą być matkami? Jaki masz w tym cel...?

Ile procent z życia wiesz o osobie z którą rozmawiasz? 

Czy wiesz o niej wszystko?

Po co pytania w stylu: "Kiedy dziecko?" albo "Kiedy drugie?" 
Niewiele osób pomyśli o tym, że ktoś się o to dziecko może starać X czasu i przeżywa mega cios, kiedy ktoś mu o tym przypomina.

Albo to dziecko stracił, nawet jakiś czas temu.

Może być też tak, że nie czuje się gotowy. Daj mu żyć, niech sam decyduje o swoim życiu do jasnej cholery!




Jedna z Was napisała mi, że najbardziej kłopotliwym dla niej pytaniem jest:

"Ile ważysz? Czy ty przypadkiem nie masz anoreksji?"


Z kolei kobiety w ciąży często spotykają się z pytaniem:

"To ile już przytyłaś?"

a po urodzeniu....
"Udało Ci się już wrócić do formy sprzed ciąży?" 



Całego społeczeństwa nie wyedukujemy, jednak możemy sami siebie. 

Ja na niechciane pytania często odpowiadam wymijająco, albo pytaniem na pytanie. Jeżeli to nie skutkuje to często pytanie ignoruję. Kiedyś odpowiadałam na ich większość, a teraz... na mniejszość i żyje mi się z tym cudownie.


A ty spotkałaś się z niestosownymi pytaniami od innych osób? Jak sobie z tym poradziłaś? 

Ściskam,
Karolina