Kosmetyczne zaskoczenie ostatniego miesiąca - OBY DO LATA!

Kosmetyczne zaskoczenie ostatniego miesiąca - OBY DO LATA!

Witajcie,

Przyznam, że do przetestowania tego duetu podchodziłam bardzo sceptycznie. Nie lubię kiedy poświęcam czemuś czas i potem okazuje się, że to jedna wielka ściema. Jednak, nie byłabym sobą, gdybym nie sprawdziła nowości od Lirene - czyli duetu Antycellulitowego LIPO-MASAŻU. 

Zestaw składa się z antycellulitowej maski 200ml, oraz masażera ręcznego. Koszt tego zestawu wynosi około 50 zł


 Jakie są zapewnienia producenta?

"Regularne stosowanie zestawu do masażu poprawia wygląd skóry, zapobiega jej wiotczeniu, a także skutecznie wspomaga proces odchudzania i walki z cellulitem"

Rok temu o tej porze byłam w lepszej kondycji i moje ciało wyglądało o wiele lepiej. Była to zasługa ćwiczeń i słynnych trampolin, które naprawdę dają radę! W tym roku trochę odpuściłam, zabrakło mi motywacji. Stwierdziłam, że wypróbowanie tego duetu nic mnie nie kosztuje, a może trochę poprawi jędrność skóry na udach, bo na tym mi najbardziej zależało.



 Miałam trochę tego typu kremów innych firm i niestety większość z nich okazywała się bublami. Jak to było w tym przypadku?

Wielkie zaskoczenie!

Kto mnie zna, wie, że daleko mi do ściemy i mało czym się zachwycam, ale w tym przypadku tak faktycznie jest. Zestaw stosowałam przez miesiąc czasu zgodnie z zaleceniami producenta i uzyskałam efekt zadowalający.

Maska jest gęsta i dosyć szybko się wchłania, pozostawiając lekki film na skórze. Pachnie bardzo przyjemnie, cytrusowo. Zapewnia fajne nawilżenie i przede wszystkim przywróciła moim udom jędrność i elastyczność. W zestawie mamy również masażer. Jest bardzo poręczny i masowanie nim nóg to prawdziwa przyjemność po całym dniu pracy. Pewnie, gdyby była sama maska nie chciałoby mi się jej stosować, ale masażer robi tutaj dodatkową robotę. Dosyć dobrze rozbija tkankę tłuszczową i sprawia, że wszystkie składniki aktywne wnikają w głąb skóry. Po masażu przepłukuję go wodą i jest gotowy do następnego użycia.

 Jakie są u mnie efekty stosowania tego duetu?

Na pewno redukcja cellulitu i to spora. Skóra nabrała jędrności i została wygładzona. Byłam praktycznie pewna, że nie wiele zdziała, a tu jednak... kosmetyczne zaskoczenie ostatniego miesiąca. Szczerze polecam, u mnie się sprawdził. 

Warto dodać, że wystarczy masować nim ok. 3 minuty jedną partię, aby był efekt. To nie wiele. Przez 10 minut uporałam się z nogami i brzuszkiem.

Jeżeli chodzi o brzuch to nie zauważyłam, aż tak spektakularnego efektu, jak na udach ale  po miesiącu stosowania zostało mi jeszcze pół kremu, więc na pewno przez kolejny miesiąc będę to kontynuować.

30 czerwca rozpoczynam urlop, więc teraz dorzucam jeszcze ćwiczenia i będę gotowa... oczywiście na lato ;)




Gotowa na lato?

Ściskam,
Karolina

Kampania Hebe - czas start!

Kampania Hebe - czas start!

Jakiś czas temu otrzymałam informację od Streetcom o zbliżającej się kampanii drogerii Hebe. Co prawda nie mam szczęścia do wszelakich losowań, ale tym razem otrzymałam informację, że zakwalifikowałam się do bycia ambasadorką danej kampanii. Bardzo mnie ta wiadomość ucieszyła, bo mam możliwość przetestowania nie tylko nowych kosmetyków, ale również obdarowania próbkami znajomych. 

Uwielbiam tego typu akcje. Nie ma nic bardziej przyjemnego bowiem, niż relaks we własnym domu. Szczególnie, że wielkimi krokami zbliża się lato. Jest to czas, kiedy każda z nas chce świetnie się czuć i ładnie wyglądać.
 
Poniżej przedstawiam Wam kosmetyki, które trafiły na moją półkę w łazience :)




Większość próbek już trafiła w ręce moich znajomych. Zawsze lubię obdarowywać ludzi wokół mnie. 

Co znalazłam w paczce ambasadorki?

1) Nacomi - Naturalny peeling cukrowy do ciała. 

Uwielbiam kosmetyki naturalne, a na punkcie tego peelingu oszalałam. Zapach jest PRZE-CU-DNY!
Peeling jest nieziemski, naturalny i niezwykle nawilżający. W składzie ma wszystko co uwielbiam: masło shea, olej macadamia, olej kokosowy, olejek pomarańczowy. Produkt nie zawiera konserwantów, sztucznych barwników i parabenów. 
Zdecydowanie chcę wypróbować więcej kosmetyków tej firmy.



2) Purederm - Kolagenowa maseczka pod oczy.

Jej zadaniem jest przywrócenie nawilżenia oraz zmniejszenie oznaków starzenia się naszej skóry wokół oczu. W opakowaniu znajdziemy 30 płatków, więc całkiem sporo. Zawierają kolagen, witaminę E, wyciąg z zielonej herbaty i owoców tropikalnych. Bardzo przypadł mi ten produkt do gustu. Jedyne zastrzeżenie mam do opakowania. Jestem ciekawa jak długo taka ilość płatków pozostanie dobrze nawilżona, gdyż wiadomo, że przy każdym otwieraniu część wody wyparowuje. To jestem w stanie ocenić, jedynie pod koniec ich użytkowania.

Na zdjęciu głównym ich nie ma, a to dlatego, że mój mąż je wsadził do swojej półki i o nich zapomniałam. Dopiero później przy liczeniu produktów wyszło na to, że czegoś brakuje ;) Jak widzicie produkt jest interesujący również dla panów ;)


3) Prosalon - Keratyna w płynie 

Produkt przetestowałam już pierwszego dnia wraz z szamponem do włosów. Z tą firmą miałam wcześniej styczność i przypadła mi do gustu, dlatego ucieszyłam się, że ich kolejny produkt trafił w moje ręce. Szampon jest z olejkiem arganowym, który jest doskonały do codziennej pielęgnacji. Ma właściwości odżywcze i nawilżające. Kilka razy już umyłam nim włosy i doskonale oczyszcza. Co prawda, wydają się po umyciu lekko tępe, ale spryskując włosy keratyną wrażenie mija.
Keratyna w płynie ma za zadanie odbudować włosy od środka, ale również nadać im piękny wygląd. 

Ten duet naprawdę daje radę! Bardzo podoba mi się efekt końcowy, włosy ładnie wyglądają i są o wiele bardziej lśniące niż były. 


4) Bandi - Krem z kwasem migdałowym.

Od producenta:

"Nawilżający krem o działaniu złuszczająco – biostymulującym. Odpowiedni do każdego typu  cery, również wrażliwej. Preparat delikatnie usuwa nagromadzone, martwe komórki warstwy rogowej, oczyszcza i zwęża rozszerzone pory oraz ogranicza błyszczenie skóry. Wygładza zmarszczki, głęboko nawilża oraz intensyfikuje syntezę kolagenu, elastyny i glikozaminoglikanów. Wyraźnie zmniejsza objawy fotostarzenia skóry oraz przebarwienia pigmentacyjne. Zapewnia skórze gładkość, miękkość oraz świetlisty i wyrównany koloryt"

Przyznam, że podchodzę do tego produktu bardzo sceptycznie. Nie mam za dużego doświadczenia z kwasami. Na opakowaniu jest informacja, że produktu nie stosuje się podczas opalania, więc powrócę do niego na jesień.
Jak macie jakieś rady dotyczące jego stosowania napiszcie w komentarzu.



5) Mia me Mine - Halloween - Eau de perfum

Ależ jestem zaskoczona!  Perfumy bardzo przypadły mi do gustu. Mia Me Mine został wydany w 2017 roku. Nutami głowy są liczi, yuzu i różowy pieprz; nutami serca są róża i szafran; nutami bazy są paczula, dzięgiel i piżmo. 

Szkoda, że to tylko 15 ml, ale pachną ślicznie! Jeżeli chodzi o trwałość to zapach utrzymał mi się około 5-6 godzin.

Czyż nie wyglądają uroczo?


6) P2 - Mascara Glam de Luxe - Argan Oil 

To ostatni produkt, który znalazł się w paczce ambasadorskiej. Na razie musi poczekać na testy, gdyż od niedawna używam mascary innej marki. Musi poczekać, więc na swoją kolej! ;)

P2 znam słabo, jakoś nigdy wcześniej nie sięgałam po ich produkty. Zobaczymy, więc jak się sprawdzi. 



Tak wygląda całość - na zdjęciu brakuje tylko płatków kolagenowych - wybaczcie.



Reasumując paczka jest naprawdę dużym zaskoczeniem. Cieszę się, że zostałam wybrana do tego typu kampanii. 

A Wam jak się podoba zawartość? 

Ściskam,
Karolina
Płyny micelarne od Lirene - recenzja

Płyny micelarne od Lirene - recenzja

Płyny micelarne, kto z Was ich używa? Zapewne większość z Was, bo są one jednym z podstawowych produktów do oczyszczania naszej twarzy. Na półkach sklepowych jest ich bardzo dużo, dlatego każda z nas może znaleźć coś dla siebie. Przyznam, że wypróbowałam ich bardzo dużo, ale jakoś niewiele marek jest dla mnie satysfakcjonująca. 

Pisałam jakiś czas temu o nowościach od Lirene. W paczce znalazły się dwa płyny micelarne, które mogłam sobie wybrać do przetestowania. Zdecydowałam się na ten nawilżająco - łagodzący z D-Panthenolem i duo z olejkiem rycynowym. Oba okazały się skuteczne, ale tylko jeden skradł moje serce. Który? O tym dowiecie się za chwilę. 

Oba płyny testowałam ponad miesiąc czasu. Dodam, że zawsze używam tuszy wodoodpornych, więc jak same wiecie nie jest łatwo znaleźć płyn, który sobie z takimi tuszami poradzi. Miałam zrecenzować każdy płyn z osobna, jednak zaintrygowała mnie zawartość olejku rycynowego w jednym z nich, dlatego stwierdziłam, że świetnie byłoby je porównać.

Pod lupę wzięłam najpierw ten duo ze względu na dwufazowe działanie. Zainteresował mnie ten olejek rycynowy, który przez większość z nas jest zapomniany.

Co obiecuje producent:
- perfekcyjne zmycie makijażu,
- poprawienie kondycji rzęs,

- odżywienie i nawilżenie skóry.

Niestety po pierwszym użyciu przypomniałam sobie, dlaczego nie decyduję się na tego typu płyny. Pomimo, iż jest bardzo skuteczny zostawia tłustą powłokę na skórze. Dodatkowo na oczach tworzy się lekka mgła, co dodatkowo wzbudza dyskomfort. Wiem, że nie jedna  Was uzna natłuszczenie skóry za plus, ale mi to osobiście trochę przeszkadza. Zawsze po jego użyciu muszę dodatkowo umyć twarz żelem do mycia.

Sam produkt dobrze rozpuszcza tusz, jednakże nie za pierwszym razem. Musimy dłużej przytrzymać go przy oku i pocierać. Na skutek tego zostają rzęsy na waciku. Jest to duże zastrzeżenie, bo miał on mi poprawić kondycje rzęs, a nie ich pozbawiać.

Co wpływa na jego korzyść? Na pewno wydajność. Butelka ma, aż 400ml, więc wystarczy nam na bardzo długo.Ja po miesiącu czasu zużyłam około 1/5 płynu, więc uważam, że jest to super wynik. Jeżeli chodzi o zapach to jest to produkt, który jest pozbawiony go zupełnie. 

Czy spełnił swoje podstawowe założenie jakim jest zmycie makijażu? Zdecydowanie tak. Czy poprawił moją kondycję rzęs? Niestety nie, dlatego w moich oczach wypada średnio. Oceniam, bowiem dwufazowe działanie, bo o nim była mowa.




Nawilżająco - Łagodzący płyn micelarny z D-Panthenolem to druga nowość od Lirene. Byłam ciekawa jak poradzi sobie z wszelkimi zanieczyszczeniami na mojej twarzy i czy okaże, się lepszy od tego z olejkiem rycynowym.


Jakie są tutaj obietnice producenta?
- usuwa makijaż i uwalnia skórę od zanieczyszczeń,
- koi, łagodzi podrażnienia i regeneruje,
- nawilża i odświeża.

Jak się spisał? Nie będę owijać w bawełnę. Mogę śmiało polecić ten produkt każdej z Was. Płyn genialnie oczyszcza skórę, nawilża ją, ale przede wszystkim pozostawia ją świeżą. Nie trzeba się dodatkowo wspomagać żelem do mycia twarzy. Na pewno to jeden z lepszych płynów micelarnych, jakie miałam możliwość testowania.
Jeżeli któraś z Was poszukuje płynu, który zapewni delikatny, ale precyzyjny demakijaż to jest to produkt dla Ciebie. Małym minusem jest pojemność 200ml, jednak produkt jest na tyle tani, że mi to nie przeszkadza.






Po lewej stronie widzimy wacik po użyciu płynu duo z olejkiem rycynowym, a po prawej z D-Panthenolem.



Efekty demakijażu są następujące: 

Po lewej stronie efekty użycia płynu duo z olejkiem rycynowym, a po prawej z D-Panthenolem.







Miałyście okazję używać któregoś z nich? Zadowolone byłyście z efektów? 

Ściskam, 
Karolina

Il Salone Milano, Memorable Mask

Il Salone Milano, Memorable Mask

Każdy z nas ma bzika na punkcie czegoś innego. Są osoby, które namiętnie skupiają się na sylwetce, inni poświęcają dużo czasu i uwagi swoim włosom. Znam nawet jedną osobę, która cały czas je gładzi i czesze. Na pytanie, dlaczego? Odpowiada, że po prostu lubi ;)
Ja bzika na punkcie włosów nie mam i nigdy nie miałam. Zawsze bardzo szybko mi rosły i było ich zawsze mnóstwo. Często narzekałam na ich objętość, bo ciężko mi było je ujarzmić. Zawsze zazdrościłam dziewczynom z cienkimi blond włosami. Zawsze super wyglądały, a mi te włosy zawsze lekko się falowały i puszyły. Oczywiście, kiedy je wyprostuje wyglądają znośnie, ale nie zawsze mam na to czas. Zawsze jednak słyszałam: "Jejku, jakie ty masz długie i mocne włosy", "zazdroszczę ci". Zawsze z dużym grymasem odpowiadałam, że chętnie się zamienię. 

Efekt grubych i lśniących włosów utrzymał mi się do pierwszej farby. Potem było już tylko gorzej. Nawet nie wiem jaka firma zniszczyła moje włosy dobitnie, ale do tej pory niestety są suche i ciężkie do ułożenia. W jednym z boxów otrzymałam maskę do włosów Il Salone Milano, Supreme Mask (do włosów farbowanych). Nigdy w życiu nie słyszałam o tej firmie, ale opis producenta jest bardzo obiecujący, więc z wielką nadzieją postawiłam ją na mojej półce w łazience i czekała na pierwsze testy. W związku z tym, że myję włosy bardzo często (co 1-2 dni) dosyć szybko się na niej poznałam. 



Jesteś ciekawa jak się sprawdziła? 

Na początek napiszę o obietnicach producenta: 

"Maska Alfaparf IL Salone Memorable przeznaczony jest do pielęgnacji włosów farbowanych. W składzie produktu znajduje się ekstrakt z ziaren ryżu, który w skuteczny sposób chroni przed uszkodzeniem oksydacyjnym. Produkt świetnie wzmacnia i chroni włosy, sprawiając że są elastyczne i nabłyszczone. Dzięki przyjemnej konsystencji używanie maski to sama przyjemność!

Pojemność 250 ml
Cena 29,99 zł
Na samym wstępie napiszę o bardzo przyjemnym zapachu. Jest on mocny i utrzymuje się na włosach bardzo długo. Nie jest to jednak dusząca woń. Mój mąż zawsze chwali zapach moich włosów więc i Wam może przypadłby do gustu. Konsystencja bardzo gęsta, kremowa o kolorze ecru. Na pewno warto zwrócić uwagę na wydajność. Mały groszek ok. 0,5 cm wystarczy na posmarowanie włosów za łopatki. Odżywka się bardzo dobrze rozprowadza i łatwo się zmywa. Już po spłukaniu otrzymujemy efekt gładkich i miękkich włosów niczym po wyjściu od fryzjera. Myślałam, że efekt nie utrzyma się na długo, jednakże włosy pozostają w całkiem dobrym stanie, aż do kolejnego mycia. Niestety trochę je obciąża i niekiedy na drugi dzień włosy są bardziej przetłuszczone. To niestety jej minus.

Działanie tej odżywki oceniam na 3/5. Z jednej strony ta zwykła odżywka pomaga mi w krótkim czasie zadbać o włosy bez wcierek i innych zabiegów pielęgnacyjnych, jednakże brakuje mi regeneracji włosa od wewnątrz.
Jest jednak warta przetestowania i sprawdzenia. Wypraktykujcie i dajcie mi koniecznie znać ;)
Ściskam,
Karolina 
Ulubieńcy kwietnia - Naturalna pielęgnacja

Ulubieńcy kwietnia - Naturalna pielęgnacja

Dzisiaj przybywam do Was z ulubieńcami kwietnia. Przygotowałam dla Was trzy kosmetyki pielęgnacyjne, które uważam, że są godne zainteresowania i przetestowania. Tym razem wybrałam kosmetyki naturalne, które coraz częściej kupuję.

Zapraszam do przeczytania.



1. Maseczka do twarzy - Bania Agafia - Witaminowa Fitoaktywna Multinawilżająca

O tych maseczkach słyszał chyba każdy. Jest to idealna propozycja dla osób ceniących naturalne składy. Maseczka zawiera składniki aktywne takie jak: sok z poziomki, dzikiej maliny i jagody kamczatskiej. Pomimo, iż lubię Polskie firmy, ta Rosyjska maseczka nie ma sobie równych. Wspaniale odżywia naszą skórę i głęboko nawilża. Zawiera w sobie witaminy A i C. 

Ma konsystencje żelowego musu, który pachnie malinowo- truskawkowo... oooooobłędnie! Ma nawet widoczne kawałki owoców, więc nakładanie jej jest prawdziwą przyjemnością. Od razu po nałożeniu jej na skórę mamy uczucie przyjemnego ciepła. Efekt rozgrzewający utrzymuje się na naszej twarzy do samego zmycia. 

Warto również wspomnieć o idealnym, praktycznym opakowaniu, które jest zakręcane. Dzięki temu maseczka starcza nam na około 10 aplikacji, ale również pozostaje szczelna, nie dostają się do niej żadne bakterie. 

Jeżeli któraś w Was nie miała jeszcze możliwości jej przetestowania to zachęcam serdecznie.

Cena: 9,99/100ml


2. Żel pod prysznic Green Pharmacy 

Jak wiecie często sięgam po żele innej firmy (LPM). Niestety fatalny PR tej firmy kolejny raz udowodnił mi, że nie warto poświęcać im, aż tyle czasu. Oczywiście nie jestem w stanie z tych żeli zrezygnować, bo bardzo je lubię, ale obecnie nie zamykam się tylko i wyłącznie na nich. Prawda jest taka, że my blogerzy poświęcamy naszej pasji bardzo dużo czasu. Lubię być doceniania za swoją pracę i nie wyobrażam sobie, że wkładając tyle serca w jedną firmę i robiąc za DARMO im kawał dobrej roboty nie jestem w stanie doczekać się od nich, ani jednej odpowiedzi na maila. Jak dla mnie jest to mega nieprofesjonalne i słabe. Nie mam nic więcej do dodania.

W jednym z boxów otrzymałam do przetestowania żel firmy Green Pharmacy z masłem shea i zieloną kawą. Gdybym nie dostała go, to pewnie nigdy sama z siebie nie zakupiłabym takiego zestawu zapachowego. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy po otwarciu wydobył się delikatny, słodki zapach. Idealnie się pieni i pozostawia piękny zapach na skórze przez kilka następnych godzin. Konsystencja mleczka nie tylko świetnie nawilża, ale przede wszystkim pozostawia skórę miękką. Każda kolejna kąpiel z tym żelem przekonywała mnie o tym, że produkt warto mieć na swojej półce w łazience. 

Produkt jest niezwykle wydajny. Butelka 500ml wystarczyła mi na długo. Po zakończeniu produktu zdecydowałam, ze zakupię go ponownie. Jestem ciekawa innych kosmetyków tej firmy.

Cena: 8,99/500 ml


3. Vis Platnis - Peeling do ciała WYSZCZUPLAJĄCY z filtratem ze śluzu ślimaka.

To trzeci i ostatni produkt, który zasłużył na miano kwietniowego ulubieńca. Dlaczego? Na pewno zaskoczył mnie konsystencją i delikatnością. Jeżeli lubicie zdzieraki, to nie jest produkt dla Was. Jest bardzo łagodny, ale przy tym skuteczny.
Produkt występuje w różnych wersjach, ja posiadam tą wyszczuplającą. Produkt zawiera składniki naturalne, ekologiczne.
Na pewno nie jedną z Was zaskoczy obecność filtratu ze śluzu ślimaka. Ekstrakty z żurawiny i zielonej herbaty mają za zadanie ochronić przed starzeniem, a masło shea daje uczucie nawilżenia i natłuszczania jej. 

Po mimo, iż żadnego efektu wyszczuplenia nie zauważyłam jest to miła odmiana peelingów, które używałam ostatnimi czasy. Jest bardzo łagodny i świetnie nawilża skórę. Jak dla mnie zdecydowanie produkt warty zakupu.

Cena: ok.14,99/ 200ml



Moje trzy ulubieńce prezentują się tak:







Miałyście coś z tych produktów? 


Ściskam,
Karolina