Owocowy raj

Jesień i zima to dla mnie bardzo ciężki okres. Nie przepadam za deszczem, chłodem i zmarzniętymi stopami. Jeżeli mogłabym się w tym czasie przeistoczyć w zwierzę to na pewno wybrałabym niedźwiedzia. On wie co robi... po prostu szuka groty i przesypia całą zimę. Podobnie jest i ze mną... Jak mam możliwość zawijam się jak naleśnik pod kocem. Nie mam chęci do życia. 

Uwieeeeelbiam słońce i zapach wiosny. Wszystko budzi się do życia. Otaczają mnie piękne kwiaty i zapachy. To one mnie nakręcają i dają "zastrzyk energii". Często w okresie zimy wracam do zdjęć na których zanurzałam swoje stopy w morzu. Szkoda, że nie możemy od tak zmienić swojego miejsca zamieszkania bo na pewno przeprowadziłabym się do kraju pełnego słońca! 



Owocowy zastrzyk

Moja miłość do słońca łączy się z zapachem owoców. Uwierzcie mi, że kiedy wyjeżdżam na wakacje mogę żywić się samymi owocami i jestem zachwycona! Nie potrzebuję wtedy do szczęścia nic więcej. Melony, pomarańcze, arbuzy, cytryny, limonki i maliny... Wszystko pachnie obłędnie i tak samo smakuje!
Sok ze świeżo wyciskanych owoców dodaje mi sił i energii na cały dzień.



Zapachowy raj

Żele pod prysznic i peelingi to numer jeden, jeżeli chodzi o pielęgnacje. Uwielbiam po nie sięgać i to one umilają mi czas spędzony w łazience. Przeważnie wybieram zapachy owocowe. Jestem miłośniczką świeżych, mocno aromatycznych produktów. To one sprawiają, że moje ciało się relaksuje i odpręża. Uwielbiam gorącą wodę i strumienie skierowane na kark. Zamykam wtedy oczy i oddaje się chwili.

"Żelowi ulubieńcy"

Idąc w stronę kosmetycznej półki z żelami pod prysznic już wiem, że na 100% zdecyduje się na firmę Le Petit Marseillas. To ona, jako jedyna zaczarowała mnie nutami zapachowymi. Łączą je w tak doskonały sposób, że marzę o każdym z nich. Nie wszystkie udało mi się jeszcze przetestować, bo zawsze w magiczny sposób przyciąga mnie Malina z Piwonią i Mandarynka z limonką. Kto nie zna tych zapachów niech pomaszeruje do sklepowej półki i szybko nadrobi zaległości. Nie pożałujecie ;)

Od razu wspomnę, że nie jest to post sponsorowany. Ja po prostu uwielbiam ich kosmetyki. Nie tylko za cudowne zapachy, ale również za to, że moja sucha skóra jest odżywiona i nawilżona. Z wielką przyjemnością dotykam jej po kąpieli i napawam się jej miękkością. 

Do snu otula mnie nie tylko mąż, ale również zapach... który pozostaje ze mną do samego rana i sprawia, że mój dzień jest lepszy. 



Czy skusiłyście się kiedyś na te produkty? Czy ich zapachy, również skradły Wasze serca? 
Czekam z wielką niecierpliwością na nabór ambasadorek Le Petit Marseillais. Trzymajcie kciuki, aby mi się udało. To takie moje marzenie ;)


 Karolina


Zdjęcia zamieszczone są mojego autorstwa. Zabrania się kopiowania i rozpowszechniania ich bez mojej zgody.

6 komentarzy:

  1. Życzę powodzenia! Trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. nigdy nie testowałam, lubię Dove ale sięgam tez po inne, Karolina.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy nie używałam - zazwyczaj kupuję Orginal Source ;)
    Pozdrawiam,
    Urban Vagabond

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo lubię te żele, pachną cudownie:) Ja miałam pomarańczowy - też był świetny:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony czas. Jest mi bardzo miło, że mnie odwiedziłaś! :)

Obsługiwane przez usługę Blogger.